poniedziałek, 31 sierpnia 2020

[Rachunek za] Lipiec 2020

 Tak, spóźniony o miesiąc. Na usprawiedliwienie mam tylko wymówkę urlopu. Tak naprawdę to chyba o prostu przeszedł mi zapał do blogowania, jak zawsze po jakimś tygodniu takiej zabawy. Uwierzcie mi, miałam w życiu bardzo wiele blogów. 

Na szczęście nie wszystko przepadło, bo robię notatki. Różne notatki. Ostatnio bardzo dużo, ale o tym może przy okazji bardziej aktualnego posta. Co do lipca, to mój Żółty Zeszyt (w którym zapisuję te rachunki właśnie, aczkolwiek bez opisów) podpowiada, że jadłospis wyglądał tak: 


Książki
"De Profundis" Michał Oracz 6/10

Tę pozycję naprawdę trudno ocenić. Sam pomysł na grę (w którą aktualnie gram) jest świetny. Natomiast sam podręcznik... Ja rozumiem, co autor chciał osiągnąć. Ja rozumiem, że stanowiło to - a może i do dzisiaj stanowi - pewne novum w kategorii podręczników do gier RPG. Sam system wydaje mi się (jako laikowi) wyjątkowy. Natomiast osobiście ten sposób przekazywania informacji uważam, za niesamowicie męczący. W skrócie, rzecz jest napisana nie w formie podręcznika a listów osoby streszczającej/piszącej podręcznik (to akurat ma sens). Więc zamiast konkretów dostajemy zapewnienia, że się te konkrety znajdą w gotowym dziele. Tylko, że tego gotowego dzieła oczywiście nie ma, podobnie jak i konkretów. I to samo w sobie nie jest problemem, ale po co mam na litość czytać 100 stron, żeby wysupłać z nich to, że z grubsza nie ma zasad, wybieracie sobie epokę, tworzycie postacie, starajcie się mocno wczuć w klimat, pozdro 600, macie tu 4 przykładowe kampanie. I nie chodzi mi nawet o to, że literacko ten tekst nie powala, to jest zupełnie odrębna kwestia. Po prostu od takiego sposobu przekazywania informacji mózg mi kiśnie. 


Sama gra jednak jest naprawdę 10/10 i choć pomysł i zasady da się streścić na jednej stronie (ba, w jednym zdaniu), to naprawdę świadczy to tylko o jego sile. To system, system musi być właśnie elastyczny. 

"Zew Cthulhu" H.P. Lovecraft, il. Francois Baranger, tł. Maciej Płaza 10/10
WOW. Opowiadania nie będę przedstawiała. Kto nie czytał, niech nadrobi. Klasyk nad klasykami. Za to wydanie to zupełnie nowa jakość. Ilustracja Barangera zapierają dech w piersi. On po prostu czuje Lovecrafta, potrafi go zilustrować, pokazać monumentalność jego wizji, jej plugawą kosmicznie złą całość. Album ma format małego lotniska i to jeśli nie akurat, to przynajmniej wystarczająco dużo. Na osobą uwagę zasługuje nowe tłumaczenie. Maciej Płaza pozamiatał. Kapelusz mi z głowy spadł i jak spadł tak leży w niemym hołdzie. Nareszcie Lovecraft przemawia do nas piękną polszczyzną, doskonale współgrającą z epoką w której pisał. Doprawdy rzadko się zdarza, szczególnie w tłumaczeniach z angielskiego, za które obecnie bierze się dosłownie każdy (oj, będzie o tym w podsumowaniu sierpnia), by język był wartością dodaną. Kocham. Pozycja obowiązkowa dla każdego fana Lovecrafta i/lub malarstwa. 
Jedyne uwagi mam do składu, który miejscami... nie, nie będę udawała, że wiem o co chodziło. to znaczy podejrzewam, że o wypełnienie miejsca na stronie, to w końcu adaptacja wydania francuskiego. Ale wybrany sposób jest kiepski. 



"Tristan 1946" Maria Kuncewiczowa 8/10 
Książka literacko świetna. Mamy tu narracje różnych bohaterów i różnią się one od siebie w sposób mistrzowski. Natomiast ta intelektualna ameba, to zwierzę, ta apoteoza feelersa, Kasia, to jest koszmar, który mi się będzie śnił po nocach. Jak można funkcjonować nie będąc zdolnym do sformułowania jednej na poły logicznej myśli, jak można być takim ucieleśnieniem dramy i braku sensu, A TFU. Natomiast te fragmenty są również napisane świetnie. Moim faworytem pozostaje oczywiście Franek, jedyny głos rozsądku.

"Przebudzenie Lewiatana" James S.A. Corey 7,5/10
Ech, z tego, to będzie i coś na kształt recenzji. Dość powiem w skrócie, że tłumaczenie jest daremne, postacie nawet nie z tektury, redakcji nie było, autorzy chyba naprawdę nie wiedzą, jak funkcjonują istoty ludzkie. Natomiast fabuła jest wciągająca jak diabli. I niech o literackim upadku tego tekstu świadczy właśnie to, że czytam go dla fabuły. Jeśli ktoś czyta dla fabuły, to mu bardzo polecam. Jeśli dla czegokolwiek innego, to... też polecam, ale znacznie bardziej umiarkowanie. 


Gry:
Dishonored 7/10 (DLC z Daudem 9,5/10)
Z gier ponoszących porażkę w byciu Thiefem ta jedna wychodzi jakoś obronną ręką. Wprawdzie na hardzie wciąż jest łatwa jak diabli niewymagająca, ale ma fajny świat i jak już się człowiek pogodzi, że to symulator skrytobójcy a nie skradanka jako taka, to jest fajnie. Zdecydowanie na minus główny bohater, który ma dokładnie 0 osobowości a nasze czyny nie wypływają na jego opcje dialogowe itd. 
Co innego DLC z Daudem. To, to jest coś, w co NAPRAWDĘ warto zagrać. Jest soczysty bohater, jest satysfakcjonujący poziom trudności. Daję okejkę. 

Saints Row III 10/10 
Tak powinna wyglądać rozrywka. Absurd goni absurd, wszystko tutaj działa na zasadzie RULE OF COOL, czyli najsolidniejszym prawie fizyki światów zmyślonych. I mówię o jako osoba z magistrem z kreacji świata. W tej grze można rozbijać się po mieście różowym czołgiem, bić ludzi wielkim dildo i strzelać do nich z działa na słodkie ośmiornice, które piorą mózg. Nic nie ma sensu a wszystko jest SPEKTAKULARNE. 


Planszówki:
L.A. Crimes 8/10
Dodatek do detektywa. Bardzo nierówny. Trzecie sprawa zdecydowanie najbardziej nas wciągnęła, druga była zdecydowanie przekombinowana. Ogółem na plus i warto zagrać. Oby więcej spraw w rodzaju tej trzeciej! 

Drugie Dno 7/10
Taka sobie ta sprawa. Ok, zagrałyśmy, ale... szczególnie ten system przesłuchań jakoś się z nami nie dogadał.  


Brak komentarzy

Publikowanie komentarza

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia