piątek, 10 września 2021

[Rachunek za] Sierpień 2021

Sierpień to był dalej czas wyjazd, urlopów itd. Z czytaniem dalej mogiła, ale przynajmniej trochę obejrzałam filmów i seriali. I generalnie wszystko to było dobre :D 

Książki: 

Ostatnie Królestwo 7/10

Przyjemna powieść historyczna, z gatunku przygodowych. Jest wiek IX, Wyspy Brytyjskie zostają najechane przez Wikingów i sprawy przyjmują bardzo zły obrót. Śledzimy losy bohatera od dziecka, począwszy od dworu w Bebbanburgu, którego dziedzicem jest Uthred, poprzez czas, który spędził wśród Duńczyków wychowywany jak swój i wszystko to, co działo się potem ;) jeśli ktoś szuka szybkiej, łatwej, przyjemnej lektury to polecam. 

Zwiastun Burzy 7/10

Czyta się sprawnie, fabuła interesująca a główny bohater-narrator cudowny w tym jakim jest pewnym siebie kretynem. Poza tym... Cóż, ta seria zdecydowanie reprezentuje bardziej przygodowe podejście do powiesi historycznej (w przeciwieństwie do utworów skupiających się na epoce, specyficznej mentalności) - bohaterowi brakuje zresztą mentalnych zdolności, żeby się nad takimi rzeczami zastanawiać, bo jak wspominałam, jest kretynem. Rzecz w tym jednak, że autor nie wmawia nam że mamy do czynienia z geniuszem. 

Tutaj może jednak dwa słowa o tłumaczeniu (w różnych tomach odpowiadają za to różne osoby, więc zaznaczam, że chodzi o ten właśnie 2 tom). Tak jak całości tłumaczenia (tomy 1 i 2)  brak polotu tak generalnie da się to przeżyć. Ale co tu się odjaniepawliło w tytule? Oryginalnie to jest "The Pale Horseman". I TO MA ZNACZENIE. Już nie mówię o tym, że odpowiedni fragment z Biblii jest dosłownie cytowany przez jednego z bohaterów, ale cała powieść 

a) niczego nie zapowiada 

b) kończy się decydującą bitwą 

c) zawiera postać w przypadku której biały koń jest istotny 

d) ta decydującą bitwa na końcu (decydującą o być lub nie być saksońskiej Anglii) upamiętniona jest płaskorzeźbą białego konia O KTÓREJ WYDAWAŁOBY SIĘ BEZ KONTEKSTU JEST POSLOWIE AUTORA. 

Serio, co tu się odjaniepawlilo? 

Aha: serialu nie widziałam, więc nie jestem w stanie powiedzieć nic o tym, jak się jedno ma do drugiego, ale sądząc po doborze aktora do głównej roli to chyba niespecjalnie. 


Filmy: 

Major Grom: Doktor Plagi 8/10

Grom to Grom. Bardzo mnie cieszy, że ten film trafił na Netflix a i ludzie poza Rosją mogą go obejrzeć. Komiksy czytam od tak dawna, że nawet nie pamiętam od kiedy. 

Sam film, jak to film... Zmienia trochę rzeczy względem komiksów i w gruncie rzeczy fajnie to wychodzi bo nawet jak się zna historię to nie można być pewnym co się stanie (analogicznie do Kick-Assa). Casting spoko, chociaż wiadomo, Grom z krótkometrażówki był fajniejszy (i miał odpowiednio zrobione brwi!!!). Za to Dima, Julia i Razumowski całkiem zacnie (szczególnie Dima w punkt). Ale na to co się stało z Olkiem to można tylko zapłakać. Smotri, kak oni massacred mojego parania T_T. 

Tak czy owak - porządne kino, niesamowity montaż i operatorka, super scenografie - no widać że to robili ludzie od komiksów. I co zaskakujące - świetna muzyka, chociaż to są gatunki, od których zwykle trzymam się daleko. Tutaj jednak pasują doskonale. 


Seriale: 

Lepsi niż my 9/10

Kocham ten serial prawie tak mocno jak kocham Barsa. Świetnie zagrany, z dobrym scenariuszem i przede wszystkim rewelacyjnymi postaciami. Dlaczego? Bo to rosyjski serial. Nie ma w nim miejsca na freudowskie psychoanalityczne brednie, że ktoś kogoś nie zabrał w dzieciństwie do cyrku i dlatego jest teraz kanibalem. Postacie są złożone, czasem sprzeczne, zupełnie niejednoznaczne. Wik tu błyszczy, niejako miotając się między villainem a ofiarą. To jest Rosja. Silnoręki ma smutne spojrzenie i czyta książki w obcych językach, szef złej korporacji stara się ogarnąć to, co się sypie bo mu ktoś wyrwał kilka stron z instrukcji robota, nasz główny bohater jakoś nie ma cierpliwości, dziadek sfrustrowany i zły na syna jest, cóż, bardzo dziadkiem dla swojego wnuka. I co chwilę łapię się na tym że chciałabym napisać, że najbardziej błyszczy ta czy inna postać, ale one wszystkie są świetne. Mamy tu nastolatków, którzy się zachowują jak na swój wiek przystało - robią głupoty, ale ich zachowanie jest zupełnie zrozumiałe i nie wynika z imperatywu fabularnego. Nawet Ałła która jest durną pizdą niesamowitego kalibru jest taka celowo i jej najlepsza psiapsia miewa jej dość. 

Zresztą, dość gadania, serial jest na Netflixie, idźcie oglądać. 


Sophie. Morderstwo w Hrabstwie Cork 7/10

Krótki ale ciekawy serial dokumentalny. Piękna Francuzka zostaje brutalnie zamordowana nieopodal swojego domu na kompletnym zadupiu Irlandii. Podejrzany jest, dowodów brak. Rzecz jest sprawnie zrealizowana, niezbyt długa (3 odc.), w wolnej chwili można spojrzeć. 


Gry: 

Hades 9/10

Moja niekompatybilność z Hadesem zaczyna mnie irytować 😂 nie jestem pewna czy powinnam zrobić sobie trochę przerwy czy właśnie przeć aż do przełamania tej niemocy.


Dead Cells 8/10

Nie za dużo w nią jeszcze grałam, żeby ją dobrze ocenić, ale to jest za na gra. Pikselartu nie lubię, ale nie mogę powiedzieć, żeby była źle wykonana pod względem grafiki. 


Planszówki:

Root 10/10

Z każdą kolejną rozgrywką podoba mi się coraz bardziej. Dosłownie WSZYSTKO mi się w tej grze podoba. 




Czytaj dalej »

środa, 25 sierpnia 2021

[Rachunek za] Lipiec 2021

Na drodze do opublikowania tego rachunku stanął mi urlop, bo właściwie napisałam go już w pierwszym tygodniu sierpnia. Jakkolwiek jednak pisanie na telefonie jest bardzo wygodne, tak publikowanie na blogspocie już niekoniecznie, a potem, potem to mi się zwyczajnie nie chciało. Wracam jednak, tak w przerwie pisania rachunku za sierpień. 


Książki

Moby Dick 10/10 

Czy można opisać białość wieloryba? Melville'owi zajęło to dwa tomy (jakieś 800 stron) mnie ze dwa miesiące samego czytania, chociaż trudno mi powiedzieć, żeby to było jedno z tych przeżyć, kiedy czytanie trwa, bo brnie się przez nie jak pod wiatr. Wręcz przeciwnie. "Moby Dick" to książka, która należy smakować. I w trakcie czytania której całe godziny czytałam i oglądałam dokumenty o wielorybach, więc to też swoje dołożyło do czasu lektury.

To jest zdecydowanie najbardziej niesamowita książka, jaką w życiu czytałam. To jak bardzo Melville nie dba o zasady... o jakiekolwiek zasady, jest zachwycające. Ahab jest tak dramatyczny, że kiedy tylko pojawia się na pokładzie (a niekoniecznie bierze udział w opisywanej scenie!) to całość z prozy zmienia się w dramat. Bo tak. Opisy akcji są w tej powieści rzadkie, ale kiedy się już pojawiają to ich rozmach zapiera dech w piersi. Francois Barranger musi zrobić z Moby Dicka taki album jak z opowiadań Lovecrafta i niech już się za to zabiera, bo będzie miał sporo malowania ^^" 

Tylko od razu napiszę - to nie jest ksiązka, dla ludzi czytających dla fabuły. Jest tu ona bardzo pretekstowo potraktowana, w sensie, nie można odmówić rozmachu i dramatyzmu historii człowieka płynącego zemścić się na wielorybie, który odgryzł mu nogę, rzecz w tym jednak, że ta historia nie jest sednem książki. Tkwi sobie w jej tle i dzieje się nijako pomimo przemyśleń bohatera a nie za sprawą jego działań. 

Wiem, że przeczytam "Moby Dicka" jeszcze wiele, wiele razy, chociażby po to, żeby stwierdzić, czy Melville na pewno zdetronizował Dostojewskiego na mojej liście wszechczasów, ale generalnie mówimy o takim właśnie kalibrze czystej, niepohamowanej zajebistości. 


Światu nie mamy czego zazdrościc 9/10 

Bardzo dobry reportaż o uciekinierach z Korei Północnej. Autorka skupia się na grupie pochodzącej z jednego regionu, pokazując różne grupy społeczne i ich losy na przestrzeni wielu lat aż po ucieczkę (tu sposoby też są różne) i życie w Korei Południowej. Właśnie dzięki temu zawężeniu opisywanej grupy łatwo pokazać jest różnice i podobieństwa w sytuacji społeczno-finansowej bohaterów ale także to jak poszczególne osoby radzą sobie w tru dnych sytuacjach, jakie mają możliwości i jakich dokonują wyborów. Zdecydowanym plusem reportażu jest też to, że jest przede wszystkim o ludziach, bardzo specyficznej grupie ludzi. Rewelacyjny jest rozdział o tym, jak nasi bohaterowie radzą siebie po ucieczce - i dlaczego właśnie w ten sposób. 


Wyborny trup 6/10

Powinno to robić na mnie większe wrażenie ale chyba ten pomysł widziałam już zbyt wiele razy w licznych sf, by robił na mnie poruszył. Brakuje mu jakiegoś rozmachu, jakiejś... Elisonowości. 

Przede wszystkim, nie bardzo rozumiem, co autorka chciała przekazać. O czym jest ta książka? Niby to tak straszno, że kanibalizm, że ludzie zabijają zwierzątka, ale... Ani przez moment (autorka) nie poświęca czasu ofiarom. Wszystko obserwujemy z perspektywy bohatera, który niby się brzydzi, ale jednak dobrze jest mięsko wszamać, nawet jak jeszcze chwilę temu było gwiazdą rocka a jego własna "samica" wprawdzie dostaje imię, ale w ostatecznym rozrachunku jest tylko rozpłodowym rzeźnym zwierzęciem, które nie zasługuje na podmiotowość. Bohatera obrzydza jego siostra (która jest faktycznie najstraszniejszym, co można w książce znaleźć) ale sam tak naprawdę różni się od niej tylko pozorną refleksją, z której nic nie wynika. Jest hipokrytą przekonanym o swojej moralnej wyższosci. Historia jego właściwie kończy się happy endem. Czyli co? Po co to było? 

Autorka wcale nie zagłębia się w moralne czy emocjonalne konsekwencje kreacji swojego świata. W dodatku - niespecjalnie szokuje, ponieważ, jak pisałam, los osób (ale właśnie, czy osób? kolejny zmarnowany temat) jest obserwowany z zewnątrz, z perspektywy kogoś o pozornej refleksji, z której ostatecznie nie wynika żadna zmiana. Nie jestem zwolenniczką fanatycznego parcia do tego by bohater podlegał w trakcie tekstu zmianie ale niech będzie interesujący. 


Gry

Hades 10/10

Trochę pograłam na początku, potem długa przerwa z różnych względów. Jak pisałam poprzednio fabularnie trochę zgrzyt, nie do końca podobają mi się interpretacje postaci mitologicznych, ale ogółem wszystko jest wewnętrznie spójne, a sama rozgrywka jest doskonała. Przede wszystkim oferuje mnóstwo sposobów na utrudnienie sobie życia, tak że gra cały czas jest wyzwaniem. 

FACTORIO, COCAINE/10

Niech was ręka boska broni przed tym diabelstwem. To najkrótsza - i najtańsza! - droga do zostania narkusem bez roboty na świecie. Niby wiedziałam że ludzie mówią na to "cracktorio". Niby recenzje są pełne ludzi którzy grali w to przez tysiące godzin i nie mogą przestać. Niby ja dałam radę na etapie darmowego demo przerwać ten cykl uzależnienia nim było za późno. Ale wiem, że FABRYKA MUSI ROSNĄĆ. Jestem jak niepijący alkoholik po dosłownie 3 dniach z tą grą. I naprawdę najbardziej na świecie marzę o tym, żeby wziąć miesiąc wolnego i siedzieć praktycznie bez snu i budować kolejne pasy transmisyjne. 

W skrócie, o co w tym chodzi? Fabularnie wygląda to w ten sposób, że rozbijamy się na obcej planecie i musimy zbudować niemal od zera fabrykę, która pozwoli nam na wybudowanie statku kosmicznego i powrót do domu. Wiec budujemy. Każdy system łączy się z kolejnym, tu wydobycie, tam wstępna obróbka, potem produkcja bardziej skomplikowanych urządzeń, by zasilić badania które pozwolą nam na budowanie bardziej skomplikowanych podzespołów, które posłużą nam do badań... Rozumiecie o co chodzi? W dodatku wyczerpują się złoża węgla w okolicy obozu i trzeba przenieść wydobycie dalej (więc potrzeba kolei dla usprawnienia transportu). Cały ten ambaras powoduje zanieczyszczenie środowiska, które bardzo nie podoba się lokalsom - wyjątkowo wrednym robalom (wiecie jak jest, może to ich planeta ale nie bardziej niż nasza). Jak więc na chwilę jest spokój z produkt ja to trzeba się bronić, jak obrona zorganizowana to trzeba szukać nowych złóż... Kumacie już jak to działa? 


Filmy

"Tuwa" 9/10

Przepiękny (!) film dokumentalny o Tuwie. Pokazuje trzy różne style życia mieszkańców - koczowników z południa, starowierów znad Jeniseju i hodowców reniferów z Todży. Ludzie ci żyją własym rytmem, w zgodzie z naturą i świątecznym kalendarzem.

Film po rosyjsku z angielskimi napisami dostępny na yt reżysera. BARDZO POLECAM. 


Muzyka:

Jakoś tak wyszło, że to znowu ta pora roku, że wspomnimy o muzyce.


"Call of The Wild" Powerwolf 9/10

Nie wiedziałam że świat potrzebuje dance metalu, ale teraz już wiem, że tak. "Sermon of Swords" to wakacyjny hit jakich mało, a i inne utwory nie pozostają w tyle. Dobra płyta, wesoła, takiej mi było trzeba. Mam wrażenie że szczególnie w drugiej jej połowie Attila naprawdę dobrze się bawił.

Czy mam wydanie kolekcjonerskie? No oczywiście, że tak, to w końcu wytwórnia Napalm Records, oni mają najlepsze wydania. Udało mi się uciułać eurasków na wersję 3 płytową (sam album, album z coverami i wersje orkiestrowe) w formie książki. I ja się spodziewałam, że ta książka to będzie wielkości płyty CD, jak bywało drzewiej i jak zwykle bywa (chociażby wytwórnia Season of Mist tak wydaje). Otóż nie. Ona jest wielkości winyla. W środku - teksty, zdjęcia, ilustracje no i oczywiście 3 płyty. Tylko do tego, jak przyczepione są płyty do wnętrza można się przyczepić - ta pianka niespecjalnie działa.  

Pamiętajcie po prostu, żeby po kazaniu mieczy rozebrać się do spowiedzi. 

Albumu można posłuchać choćby tutaj:



"Vadak" Thy Cataflaque 9/10

To chyba jedyny obecnie artysta (którego słucham), który komponuje muzykę zamiast wpasowywać się w gatunkowe ramy i pisać piosenki. I którego płyty kupuję bez przesłuchania. Tym razem inaczej niż w Naiv, wciąż doskonale. Jest elektronika, gitary, growl, piękne kobiece głosy. Sama płyta wydana ślicznie, jak zawsze. 

Oceńcie sami: 



SUKCES! Jest 26 sierpnia a ja wrzucam podsumowanie lipca zamiast pisać podsumowanie sierpnia, ale wrzucam! 

Czytaj dalej »

piątek, 2 lipca 2021

[Rachunek za] Czerwiec 2021

Czerwiec upłynął mi pod znakiem gier komputerowych, planszówek i wielorybów. Niczego nie żałuję, chociaż moje statystyki czytelnicze mogą mieć odmienne zdanie. W dodatku skończył się home office, a więc i skończył się dzień dziecka, znowu mam ponad godzinę mniej życia na pierdoły i chociaż oczywiście w końcu się przyzwyczaję, to na razie jestem w dość dużym szoku. 

Książki

Czy znowu nie skończyłam żadnej książki? No wychodzi na to że nie, chyba że policzymy pierwszy tom "Moby Dicka". Teraz cały czas czytam drugi. To długa książka, chocil w żadnym razie nie nudna. Po prostu coś, w czym dużo lepiej się rozsmakować, chociaż kiedy zaczyna się akcja to trudno złapać oddech. To jest powieść totalna. Mój zachwyt nie słabnie a nawet się wzmaga i właściwie nie wiem, co zrobię jak skończę. W sensie stos do przeczytania nie maleje, jednak jakoś nie bardzo widzę jak cokolwiek miałoby siłę konkurować z Melville'em. Wciąż rozważam, czy lepiej sięgnąć po głupie czytadło, czy może jakąś rosyjską klasykę. Może nawet orsyjską klasykę po rosyjsku, bo skoro zawaliłam wyzwanie, to może po prostu skorzystam z pewnej wolności, jaką mi to daje. CZY WSPOMINAŁAM JUŻ, ŻE MOBY DICK TO NAJLEPSZA POWIEŚĆ NA ŚWIECIE?!

Filmy

Armia Umarłych 9/10 

Nie dostaje dychy bo to jednak głupi film o zombie. Ale to głupi film o zombie SNYDER STYLE. Armia umarłych to heist movie o zombie. Dzieje się w Las Vegas opanowanym przez żywe trupy, a nasze misie muszą wydostać mnóstwo hajsu z wielkiego sejfu, zanim miasto zostanie zrównane z ziemią. Trudno nawet powiedzieć, co jest największa siła tego filmu. Na pewno zdjęcia są przecudowne (Snyder sam stanął za kamera i jest SZTOS). Efekty specjalne (oczywiście więcej jest praktycznych niż CGI) są świetne. Natomiast niemniej błyszczą scenariusz i postacie: jest jeden moment, kiedy w tarapaty wpada bardzo spisana od początku postać, która nawet nie ma chyba imienia i wychodzi z nich tak, że momentalnie zaczynasz jej kibicować i to sama siła jej zajebistości a nie łzawa historyjka z przeszłości czy innym zasmarkanym dzieckiem. W ogóle zajebistość postaci w tym filmie nie zna granic, czy są żywe czy martwe. 

Snyder garściami bierze różne tropy i wywraca je na nice. Przede wszystkim jego zombie to bardziej wampiry niż zombie i to czyni je o wiele bardziej interesującymi. No i przede wszystkim, to jest ten najlepszy Snyder - ten nie na poważnie. Piękne zdjęcia pożenione z rule of cool i plejadą nieprzyzwoicie zajebistych postaci sprawiają że to jest trzymający w napięciu, zabawny, absurdalny, kolorowy film o skoku na bank. 

Obejrzę ten film jeszcze wielokrotnie. 

(aha. najwyraźniej są ludzie, którzy nie lubią Snydera, więc od razu mówię, żeby nawet nie próbowali, bo to jest Snyder w czystym składniku. Jak ci się nie podobał "Sucker Punch", to "Armia" też ci się nie spodoba, chociaż jest znacznie bardziej realistyczna i prostsza formalnie)


Poza tym, obejrzałam stanowczo zbyt wiele filmów dokumentalnych o wielorybach i innych mieszkańcach mórz i oceanów. Bardzo polecam kanał Free Documentary - Nature. Obejrzałam m.in. dokument Sperm Whales - Titans of the Deep, który jest tak bardzo dzieckiem swoich czasów (2011), że zawiera nawet leże hakerów. Poza tym bardzo interesujące były także Squids & Octopuses - Mysterious Hunters of the Deep Sea oraz Phantoms of Evolution - The Unknown Underwater Predators. Te dwa mają bardzo fajną narrację. 


Planszówki

Wiedeński Łącznik 9/10

Omnom. Klimat, mechanika, historia - wszystko sztos. Całość mogłaby być trudniejsza. To nie tak, że było za łatwo (jak w bardzo słabym Sezonie 1) ale ostatecznie bez większych problemów wszystko rozwiązałyśmy. Nie było takiej presji na wybieranie dobrego tropu jak w Detektywie, gdzie co kawałek czaiły się ślepe zaułki. Tu wszystko było dość oczywiste jak się tylko zebrało informacje i połączyło je w całość.

Bardzo podobała mi się mechanika wybierania dalszych działań i tu bywały problemy, bo zaledwie dwie opcje kiedy chciałoby się wybrać cztery...!

Po drugiej misji pozapisywałyśmy milion rzeczy w dzienniku i praktycznie nic z tego nie wyniknęło, dziwne to było.

Nie była to aż taka faza jak pierwszy "Detektyw", ale gra zdecydowanie godnie reprezentuje serię. Klimat fajnie oddany, mechanika niewidoczna, ogółem wsystko na plus, mogłaby tylko być nieco dłuższa i trudniejsza :)


Robinson Crusoe: Opowieści niesamowite 9/10

Takoż, omnom. W końcu udało mi się to grać chociaż jedną misję w kampanii. Próbowałam grać w Robinsona solo, ale zwyczajnie mnie on w takiej wersji nie bawi plus Opowieści są zbyt skomplikowane żeby się z tym użerać samodzielnie. All-in-all uwielbiam. Szkoda tylko że prawie nie mam okazji grać a pudło na tym etapie waży 3,5kg =.= a jeszcze dojdzie Księga przygód.


Root (mobilny) 9/10

Zaskakująco dobra implementacja na telefony komórkowe. Obawiałam się, jak będzie funkcjonowała plansza (spora przecież ) i wszystkie komponenty, akcje itd. ale były to obawy nieuzasadnione. Aplikacja śmiga, zawiera samouczki oraz wiele wyzwań do gry solo. Można też grać przez sieć, ale tego nie miałam okazji przetestować.  


Gry komputerowe

Hades 9/10

Zdecydowanie zwycięzca walki o moją uwagę w tym miesiącu. Jak pisałam w zeszłym miesiącu, takie interpretacje mitologii mi nie do końca odpowiadają, ale gra jest konsekwentna. Trochę zmarnowany potencjał fabularny, któremu nie pomaga to jakim "popularnym dzieciakiem" jest główny bohater. Można by mu nawet współczuć, gdyby nie to, że jest raczej niezdolny do procesów kognitywnych na wyższym poziomie. Sama mechanika jednak jest bardzo sztos, chociaż obecnie dotarłam trochę do momentu, w którym bardziej grinduję niż cokolwiek innego. Niemniej gra się wiece przyjemnie. 


Dead Cells

Na razie bez oceny, bo nie grałam za wiele, trochę na telefonie, trochę na komputerze - mój problem to to, że mi się miesza sterowanie z Hadesem i uznałam, że nie będę się męczyła. Skończę Hadesa, zabiorę się za to. Ale na razie jest sztos. 



A teraz wracam do Moby Dicka :D 

Czytaj dalej »

wtorek, 1 czerwca 2021

[Rachinek za] Maj 2021

Maj to był dziwny miesiąc. Przede wszystkim wydał mi się jakiś – dla odmiany – bardzo długi i kiedy spojrzałam w notatki dotyczące tego, co przeczytałam/obejrzałam, aż wierzyć mi się nie chciało, że to wszystko było w tym samym miesiącu.

Przede wszystkim natychmiast przyszły konsekwencje nieukończenia żadnej książki w kwietniu – w ciągu pierwszych dni miesiąca szybko podkańczałam napoczęte książki. Potem przyszła pora na finał słynnych rosyjskich kursów, które towarzyszyły mi od lutego i zabierały sporo czasu. Ale już – Koniec! Chciałam oczywiście natychmiast zabrać się za kolejne, ale nadeszło zmęczenie materiału, na razie robię sobie wakacje. Może na jesieni znajdę w sobie więcej sił ;) Na nowy semestr powinny się też pojawić nowe tematy zajęć. Zmęczona czy nie, jestem jednak zachwycona ilością i jakością zdobytej wiedzy. Poziom mojego rosyjskiego podskoczył drastycznie w ciągu zaledwie trzech miesięcy (może w końcu skończę czytać tego Черновика, haha) a i o literaturze dowiedziałam się bardzo wiele. Oczywiście skutek jest zgrubsza taki, że mi się rozrosła lista książek do przeczytania...

Ponieważ jednak, za sprawą kursów, czytania o rosyjsku oraz dysfunkcji procesu motywacji wyzwanie roczne (oraz, khem, pozostałe...) można uznać za zawalone, podjęłam się lektur, które z racji presji czasu musiałam niestary odkładać. Na pierwszy ogień poszedł „Moby Dick” Hermana Melville’a. Jestem daleka od skończenia go, ale parę uwag na temat wielorybów znajdziecie na dole.

Była okazja do pogrania w planszówki i było (i jest nadal) sporo czasu spędzanego nad grami komputerowymi. Mam za to nadzieję, że w czerwcu pogoda wreszcie pozwoli na wyjazdy na wycieczki rowerowe, bo to się robi niego irytujące na tym etapie.


Książki

"Metamorfozy" Witold Jabłoński 8/10

Jaka jest najlepsza epoka historyczna i czemu to średniowiecze? Podobało mi się w liceum, podoba mi się nadal. Witelon jest dupkiem, średniowiecze jest wspaniałe. 


"Twierdza" Paul F. Wilson 4/10

Wyczuwam zmarnowany potencjał (ok. 100 strony) bo ewidentnie mamy tu postać "dobrego Niemca" który jest w opozycji do Niemców złych. Znacznie ciekawsza byłaby opowieść o ludzkim źle Niemców skonfrontowanym że złem nadludzkim i pradawnym. Można by było coś ciekawego w ten sposób powiedzieć. Jakoś ustawić te dwie rzeczy w perspektywie. Zmusić czytelnika do wyboru a potem do refleksji czemu takiego wyboru dokonał. Nad tym czy istnieje "mniejsze zło". I czy mniejsze jest jednostkowe zło jakiegoś pradawnego plugastwa czy może jednak wszechogarniające ale ludzkie zło Niemców. Czy gorzej jest wystąpić przeciw Bogu czy przeciw ludziom. 

Tymczasem dostajemy kosmicznie durną historyjkę, która napisana jest fanficzkowym stylem o postaciach tak nastoletnich, że nie wiadomo za co się złapać. Jedyny plus to, że - ALLELUJA - bohaterowie kłamią, a to niestety jest bardzo rzadkie w literaturze. Jest też pewien potencjał w niektórych wątkach (bohater-Żyd odkrywa że Wąpierz-Zębuszek boi się krzyża), jednak więcej w tym typowo amerykańskiej ignorancji, pieprzenia o świątbliwym wehrmachcie i innych bzdur. Ogółem nie polecam, chyba że jesteście koneserami literackiego śmiecia, ale to dzieło nie jest z kategorii zabawnych, śmieszne się robi, jak próbujecie komuś wytłumaczyć fabułę. 


"72° poniżej zera" Władimir Sanin 9/10

Dzielni polarnicy, twardzi jak skala i mięciusi w środku jak małe pingwinki bohatersko zmagają się z przeciwnościami antarktycznej zimy. Paliwo gęstnieje na galaretę, ciągniki zawodzą, odmrożenia, głód i brak papierosów dręczą naszych bohaterów, ale kto jak kto, ale oni nie poddadzą się bez walki. I to wszystko w dodatku oparte na faktach, napisane przez najprawdziwszego polarnika. 

Powieść składa się w równym stopniu z akcji współczesnej co i retrospekcji przybliżających nam bohaterów. I jacy to są bohaterowie! Dzielny czołgista, co to go Niemcy zastrzelili a on uciekł, nieśmiały kucharz-sierota w szponach strasznej "cioteczki", były bokser, lekarz, kierowca, traktorzyści i mrukliwy obrońca sierot, słowem POLARNICY. Ach, uwielbiam. Natrafiłam na te książkę przypadkiem ale niewątpliwie jeszcze do niej wielokrotnie wrócę. 

Niestety to jedyny tekst Sanina wydany po polsku (za to na allegro chodzi po 2zł). Ale właśnie wychodzą dzieła zebrane po rosyjsku, więc trzeba znaleźć jakiś piniondz i zakupić... 


"Kim Jiyoung. Urodzona 1982" Choo Nam-joo 6/10

Czy to w ogóle można nazwać powieścią? To jest bardziej reportaż, tylko że też nad miarę rozdmuchany. Wątek dziwnego zachowania bohaterki nijak się ma do reszty tekstu (domyślam się że chodzi o to, że Kim Jiyoung jest tymi wszystkimi kobietami - wszystkimi kobietami w ogóle - i to ma podkreślać uniwersalność jej historii, ale to nie działa i w ogóle nie jest wykorzystane w tekście). 

Co do samego stylu opowieści - To bardziej jakieś streszczenie, notatki do tekstu niż tekst gotowy - być może trochę gra tu rolę kultura. Nie czytałam chyba żadnej innej koreańskiej książki, doświadczenie z literatura krajów ościennych (niewielkie) podpowiada mi, że może to jest kwestia akceptowanego w tamtych okolicach sposobu opowiadania, który może nie za dobrze przenosić się na moje własne podwórko. Z drugiej strony czytałam napisane w podobny sposób teksty które były dużo lepsze. 

Słowem, wypada ten tekst bardzo słabo literacko. A w dodatku czyta się to przykro, bo sytuacja bohaterki jest nieciekawa i bez wyjścia. Co do zgodności że stanem faktycznym ocenić nie jestem w stanie, więc - choć się nie znam - to się nie wypowiem. 

Miałam kopie z Legimi i stan techniczny tego ebooka jest taki, że rozważałam udanie się nie na jakąś szanującą się stronę ale na chomika, bo tam pewnie znalazłabym lepiej sformatowany plik. No ale Legimi ma w dupie co sprzedaje, ich zdaniem odpowiedzialność ponosi wydawca. Także wstydź się wydawco. 

Ta ocena na górze to taka średnia z tego, ze literacko to się w ogóle nie broni (2/10), ale z drugiej strony jest interesujące i porusza ważne tematy. Myślę, że lepiej byłoby gdyby to był bardziej reportaż (nawet mockumentary) a nie ten powieściopodobny twór. 


zaczęte 

"Черновик" Siergiej Łukjanienko

To jest taki rodzaj literatury, o którym trudno napisać coś więcej. Ot, czytadło. Jakiś tam pomysł na świat, standardowy bohater Łukjanienki, całość napisana ładnie, sympatycznie i w ogóle jest git. Jeśli ktoś szuka książek do nauki języka to zdecydowanie polecam Łukjanienkę - dużo prostego, codziennego słownictwa, trochę o realiach, trochę do śmiechu.  


"Moby Dick" Herman Melville

Dopiero zaczęłam, jakaś 1/4 za mną, ale czuję że muszę o tej powieści wspomnieć i to nie tylko przez wzgląd na jej objętość czy znaczenie dla kultury. Otóż... Przede wszystkim staram się zawsze jak najbardziej ograniczać przedsądy (gdzie jest Roman?). Pozwala to uniknąć rozczarowań i nieporozumień. Trudno jednak podejść z zupełnie czystą głową do powieści sprzed niemal 200 lat i to tak znanej. Widziałam nawet film, ale tak dawno temu, że sama nie wiem, czy w całości. Poza tym - opętany obsesją kapitan polujący na białego wieloryba. To wiedziałam i to widziałam wielokrotnie wspomniane kulturze, zwykle w formie humorystycznej. Jak Boga kocham nie przyszło mi jednak do głowy, że sama to powieść może być z napisana tak... Ironiczne. 

To powieść z 1851 roku. Opasła klasyka literatury. Powiedzieć, że spodziewałam się że będzie nudna, to byłoby nadużycie. Natomiast sądziłam, że będzie to poważne dzieło, które celebrować się będzie dość powoli. A tymczasem... Tymczasem bardzo szybko zaczęłam kwiczeć. Nasz główny bohater-narrator to dość zabawne stworzenie sam w sobie a jego, khem, przyjaźń z Queeqegiem to źródło nieustannej radości. Sam Queequeg, że swoim niezachwianym rozsądkiem, to zresztą dopiero wierzchołek góry lodowej, bo załoga Pequoda to zbieranina prześmiesznych indywidualności. 


Filmy

"Jak rozpętałem II Wojnę Światową" cz. 1 i cz. 2 9/10

Jeśli macie wątpliwości co do tego, czy ten klasyk klasyków i matecznik pewnego znanego na całym świecie mema daje radę tak jak pamiętacie sprzed lat, to zapewniam was: daje radę. Franek uroczy, stereotypy prześmieszne, a burdello niestety bum bum. 


Gry komputerowe

Zacznijmy od tego, że zgrzeszyłam. Niestety ale skuszona promocja i dodatkowym bonem kupiłam grę na Epicu. Tak, brzydzę się sobą. Problem w tym, że nie żałuję. Do mojej kolekcji dołączył bowiem, od dawna goszczący na whishliście, "Hades".

Hades 10/10

Prawdę mówiąc nie spodziewałam się, że powstanie gra, która mnie tak wciągnie. Od czasów „Thiefa II” wszystko było mniejszym lub większym rozczarowaniem. „Hades”, mimo tego, że jego interpretacje mitologii cuchnie postmodernistyczną popkulturą, jest sztos. Podoba mi się przede wszystkim duży nacisk na fabułę i że dialogi nigdy nie są obowiązkiem do odklikania. Podoba mi się sama rozgrywka i to, że nareszcie dostałam grę, w którą muszę uczyć się jak być coraz lepsza (mimo tego, że jakieś tam bonusy się sobie z czasem dokłada). No i niestety, ale ja nie mam odporności na rouge-like’ową klątwę „a spróbujmy jeszcze raz”. Z kategorii mała rzecz a cieszy – sterowanie kontrolerem jest rozpisane sztos, wygodnie i dość idiotoodpornie. Jako osoba, która z kontrolera korzysta rzadko – bardzo to doceniam.


Borderlands 2 6/10

Miejscami ta gra jest tak leniwa i wkurzająca, że nawet gra w koopie irytuje. Dla misji w grach, polegających na bieganiu z miejsca w miejsce, jest sporo biegania bez sensu w piekle. Mam wrażenie że zdecydowanie dojrzałam do jakiegoś innego koopa ale nie przychodzi mi nic do głowy.

 

Planszówki

Root 9/10

Kocham. Kocham Roota, bo to kolejna gra, której trzeba się nauczyć. Nie zasad, ale sposobu gry. I ta różnorodność frakcji. Omnomnomnom. No przepyszna jest ta gra a do tego wręcz agresywnie śliczna. Zdecydowanie nie jest to tytuł do zabrania na spotkanie z kompletnymi casualami, chyba że wie się, że ich tak skomplikowana planszówki zafascynuje. Ostatecznie Root nie jest trudny do ogarnięcia na podstawowym poziomie (zasad), schody zaczynają się, kiedy trzeba zgodnie z tymi zasadami spróbować wygrać. Ponieważ każdy sobie rzepkę skrobię, trzeba kontrolować nie tylko zasady właśnie frakcji ale również działania przeciwnika.

 

Architekci zachodniego królestwa 7/10

Po jednej grze trudno oceniać ostatecznie, jednak jest to przyjemna gierka w oszukiwanie na podatkach, okradanie skarbu państwa i ten, a, tak, w budowanie średniowiecznej katedry. Przyjemne, polecam.


Czytaj dalej »

sobota, 1 maja 2021

[Rachunek za] Kwiecień 2021

Dzisiaj, drogie dzieci, będzie nieco żenująco. Otóż udała mi się dość ciekawa sztuczka, taka, której nie pamiętają najstarsi Indianie: otóż udało mi się nie ukończyć w kwietniu żadnej książki. To nie tak, że nic nie czytałam, ale ostatecznie nic z tego nie wynikło. Ogółem z wyzwaniem goodreads to mogę się tak czy owak już w tym roku pożegnać, więc ten temat będziemy od tej pory ignorować. Mam jednak nadzieję, że wyniknie z tego coś o tyle pozytywnego, że będę miała czas na książki bardziej czasochłonne (jak na przykład po rosyjsku).

Z książek czytanych, ale nie doczytanych: "Metamorfozy" Jabłońskiego (drugi tom "Gwiazdy Wenus, Gwiazdy Lucyfer", spojler: zacne), "Черновик" Łukjanienki (tutaj muszę się pochwalić, że cała ta nauka nie poszła w las i idzie mi naprawdę nieźle to czytanie, chociaz niestety wciąż wolniej niż po polsku) i "Twierdza" Willsona (o której byc może napiszę coś więcej w tym miesiącu lub podsumowaniu maja). 

Edukacyjnie: skończyłam kurs o literaturze 2 poł. XIX wieku, zostało mi jeszcze kilka tygodniu kursu językowego. Po majówce ciężko do tego wrocić ^^" 

Gry:

DxBall 2 

Arkanoid, no co zrobisz, jak nic nie zrobisz. Niby spoko, ale nie poradził nic na moją tęsknotę za Arkanoidem z Pegasusa. Sterowanie myszką fuj. 

Ghostrunner 8/10

Wreszcie gra która jest trudna! :D muzyka i styl graficzny mega, rozgrywka bardzo zacna. Bywa frustrująca, ale w taki dobry sposób. W pewnym momencie miałam co innego na głowie i przestała grać na etapie pierwszego bosa, ale na 100% wrócę. Dostępne jest darmowe demo, które bardzo polecam sobie sprawdzić... chociaż ostrzegam, kończy się zakupem całej gry. 

Borderlands 2 7/10

Kolejny powrót, nawet dokupiłam jakieś brakujące DLC. Ogółem trochę grindowania, żeby wbić jakiś sensowny poziom do ponownego przechodzenia z ekipą na wyższym poziomie trudności. Ogółe ta gra powoli stacza się u mnie do takiego dołka z rzeczami, które lubię nielubić: masa rzeczy mnie tu wkurza, z tym nieszczęsnym, jakże trafnie nazwanym, Zer0 na czele. 


Seriale:

Wyznania morderców sezon 2 8/10

Kto widział sezon pierwszy się nie zawiedzie: dostajemy standardowy zestaw zwrotów akcji i mylących pozorów, sprawnych kłamców.

Morderstwo wśród Mormonów 8/10

Jakoś tak siłą rozpędu i nudy zerknęłam też na ten krótki serial i, nie powiem, zaskoczył mnie wielce pozytywnie. Chociaż miałam pewne podjrzenia o to, o co się rozchodzi, to ostatecznie trochę mnie zakończenie zaskoczyło. Bardzo polecam, bo dzieje się, oj, dzieje się wśród tych mormonów. Dokument zrealizowany bardzo sprawnie. 


Filmy:

Zack Snyder's Justice League

Ten film ponosi porażkę w narzuceniu tempa opowiadania a historii, więc przez większość czasu jest po prostu śmieszny w tym jak wszyscy bardzo poważnie i powoli opowiadają naprawdę kreteńską historyjkę. W drugiej połowie naprawdę nabiera tempa, chociaż nie pojmuję o co chodzi z tą sekwencją Flasha na koniec, w sensie, co w niej jest tak zachwycającego. 

Jedna rzecz, która naprawdę mi się podobała, to ta scena, w której Aquaman mówi, że trochę to chore, że każemy typowi, który dopero co stracił ojca wykonać za nas całą robotę i...

Flash: Myślałem, że ci nie zależy.

Aquaman: Nigdy nie powiedziałem, że mi nie zależy. 

Nie wiem, w świecie, gdzie trzeba wszystko głośno deklarować i wylewać z siebie jakieś emocjonalne pierdolenie, to mnie jakoś pozytywnie zaskoczyło. Poza tym, dwa zdania, a ile mówi o postaci. 

Czy warto to obejrzeć? Dla śmiechu można, chociaż nie wiem, czy macie aż taką depresję, żeby zmarnować na to cztery godziny życia. Jak nie lubicie Snydera, to nie podchodźcie, bo zawartość Snydera w Snyderze mocno przekracza 100%. Żałuję trochę, że nie widziałam nigdy Joshtice League, żeby móc porównać w całośći, niemniej porównania fragmentów na yt dość jasno wskazują, że wersja Snydera, jakkolwiek nie jest perfekcyjna, tak zdecydowanie bardziej da się oglądać.  

Oceny nie daję, bo to właściwie ciekawostka jest... a przy tym, nawet przesadny patos jest niczym w porównaniu do absolutnego debilizmu treści. Ale jeśli, to byłoby to jakieś 4-5/10. 


Plany na kwiecień wyglądały tak:

w ramach ...które zawalimy do maja - "A Plague of Pythons"  - zawalone :D 
w ramach kończenia, co się zaczęło - "Riverman", "Веер" - "Веер" to omnibus zawierający "Черновик", więc coś ruszone. 
w ramach kontynuacji cyklu - "Metamorfozy" - ostatecznie doczytane już w maju, ale czytałam. 
w ramach tego, co leży, a co się niedawno kupiło - "W górach szaleństwa" tom 2, "Twierdza", "Świnia na sądzie ostatecznym" - "Twierdzę" zaczęłam, skończyłam już w maju
w ramach rosyjskiej klasyki - "Obłomow" - nietknięty
w ramach planszówek - "Pierwsi Marsjanie", "Robinson Crusoe" (w końcu chcę się przekonać do solo), "Escape Tales: Low Memory" (bo wciąż leży) nietknięte. 

No tak średnio to wygląda, jakiś nie był za dobry ten miesiąc. 

Plany na maj

w ramach ...które zawalimy do maja - "Infernal Devices" (no i wypadałoby jednak "A Plague of Pythons")
w ramach kończenia, co się zaczęło - "Riverman" (czarno to widzę), "Веер"
w ramach kontynuacji cyklu - "Ogród miłości"
w ramach tego, co leży, a co się niedawno kupiło - "W górach szaleństwa" tom 2, "Świnia na sądzie ostatecznym"
w ramach rosyjskiej klasyki - "Obłomow"
w ramach planszówek - "Pierwsi Marsjanie", "Robinson Crusoe" (w końcu chcę się przekonać do solo), "Escape Tales: Low Memory" (bo wciąż leży), "Escape Tales: Dzieci Żmijowego Lasu" no i oczywiście "Wiedeński Łącznik" (premiera 27 maja)




Czytaj dalej »

czwartek, 1 kwietnia 2021

[Rachunek za] Marzec 2021

Odnoszę wrażenie, że rachunek za ten miesiąc będzie wyjątkowo niskiej jakości i jedyne, co mogę Wam zaoferować, to duże wiadro wymówek. Przede wszystkim - zmiana czasu. Dla jednych to głupota. Dla mnie to minimum tydzień ciężkiego jetlaga. Niby to głupie, niby się przyzwyczaję, ale uwierzcie mi, w tym momencie czuję się jak coś, co kot przywlókł z pola, a i to tylko dzięki uderzeniowej dawce kofeiny, która mnie jako-tako utrzymuje w przytomności. Obecnie dochodzi godzina siedemnasta. Jako zombie powegetuję tak do dwudziestej, kiedy nagle wstąpi we mnie dzika energia i nie zasnę niemal do rana. I tak wkoło Macieju. 2/10, nie polecam. 
Powód drugi, dla którego poniżej nie będzie nic mądrego, to fakt, że jakoś mi było nie pod drodze z czytaniem w tym miesiącu. Jestem w plecy z wyzwaniem i w najbliższym czasie chyba się z tego nie wykaraskam. Na usprawiedliwienie mam to, że wspomniane w zeszłym miesiącu kursy zabierają mi mnóstwo czasu. Nie powiem, żebym była bardzo o to zła, bo - zupełnie przypadkiem - zorientowałam się, że moja znajomość rosyjskiego ostatnimi czasy niemal wybija sufitem i to właśnie w tych aspektach, na których poprawie najbardziej mi zależało. Wysiłek nie idzie więc w las, chociaż aktualnie jestem w głębokim kryzysie jeśli chodzi o motywację do nauki. A to dopiero połowa semestru! 
Z racji ograniczonego czasu na czytanie ten miesiąc upłynął mi pod znakiem wyzwań - tego, które zawalimy do maja i Fikcyjnego Klubu Książkowego - oraz kończenia książek zaczętych w poprzednim miesiącu. Zmęczenie jednak odsyłało mnie częściej do gier komputerowych niż książek, więc tu się znalazło nawet kilka nowych tytułów! Jak ktoś mnie nie zna, to może nie wiedzieć skąd ten wykrzyknik, ale przypominam, że rozmawiacie z osobą, która od dwudziestu lat gra w Thiefa i nie zamierza przestawać, a nawet gotowa jest zginąć w obronie twierdzenia, że lepsza gra komputerowa nie powstała. 


Książki:

"My" Eugeniusz Zamiatin
Będzie bez oceny, bo ja naprawdę nie wiem, co z tym fantem zrobić. Świat przedstawiony jest rewelacyjny. Matematyczny, skrótowy styl powieści też jest spoko, ale w pewnym momencie zrobił się potwornie męczący plus miałam wrażenie chaosu. Natomiast bardzo możliwe, że to ja po prostu nie byłam w nastroju na tę książkę. Wrócę do niej w oryginale. 


"Kwiaty dla Algernona" Daniel Keyes 6/10 Fikcyjny Klub Książkowy
Autor miał pewne Przemyślenie i chciał się nim podzielić ze światem, bo było ważne. I tego nie neguję. Problem z tym, że chyba sam nie wiedział, co z tego przemyślenia wynika i co chce powiedzieć. Być może po prostu szło o ogólną beznadzieję sytuacji, z której nie możemy się wyrwać nawet jeśli będziemy mieli magiczną operację, która z kretyna zrobi geniusza. Czy może o to, że geniusz o emocjonalności dziecka to nie jest dobre połączenie albo o to, że sama inteligencja nie zrobi z ciebie dobrego człowieka. Koniec końców, Keyes nie dochodzi do żadnych wniosków a nawet często sobie przeczy. 


"Uczeń czarnoksiężnika" Witold Jabłoński 9/10 ...które zawalimy do maja
Powrót po latach, powrót, do którego się szykowałam od bardzo dawna i którego się bałam i okazuje się, że zupełnie niesłusznie. Pierwszy raz czytałam dwa pierwsze tomy (bo dalszych jeszcze nie było) cyklu "Gwiazda Wenus, gwiazda Lucyfer" na samym początku liceum. Podobały mi się wtedy szalenie i zdecydowanie nauczyły mnie więcej o historii niż całe 10 lat nauki w szkole. Tak się powinno pisać powieści historyczne. Tak się powinno pisać o średnowieczu. Ponownej lektury obawiałam się jednak nie ze względu na warstwę merytoryczną a na poglądy narratora, które - bałam się - po latach będą nadmiernie wiały gimnazjalnym satanizmem, który bawiłby mnie lat 15 ale już mnie lat, khem, dwa razy więcej.  
Z ulgą mogę jednak zadeklarować że jest dobrze! Zdecydowane i obrazoburcze przemyślenia i opinie Witelona są po pierwsze dobrze umocowane w mentalności ludzie tamtych czasów a po drugie są nadal śmieszne jak wszyscy diabli. Wydaje mi się, że to jest właśnie siłą tej "kontrowersyjnej" książki: dystans między autorem, narratorem i czytelnikiem. Nie miałam ani przez moment wrażenie, że co bardziej kontrowersyjne twierdzenia bohatera są mi wciskane do głowy jak propaganda a jego bezbożność i grzeszność pozostają tym właśnie: bezbożnością i grzesznością w kontekście XIII-wiecznej Europy. 
O czym to, dla niezaznajomionych? Otóż powieść (cały cykl) przyjmuje formę wspomnień spisanych przez Witelona z Borku (znanego także jako Erazm Ciołek) - autentycznego średniowiecznego uczonego, speca od optyki, filozofii i psychologii. Między innymi. Witelon zwiedził pół świata, brał udział w ważnych wydarzeniach politycznych i znał wielu ważnych ludzi, materiał na powieść jest więc pierwszej klasy. Co więcej Jabłoński osadza bohatera w kontekście gdzie się da i jak tylko się da - nie ma więc w tej powieści ani jednej nudnej chwili. W ogóle, miłośnicy średniowiecza odnajdą tu wiele mniejszych i większych smaczków. Za samo neutralne użycie słowa "bohomaz" należą się oklaski. 
No i jeszcze o tych kontrowersjach. Bo to jest niby książka antykościelna. Bohater-narrator jest antykościelny, owszem. Jest w końcu satanistą. Witelon w ogóle ma mnóstwo kontrowersyjnych poglądów, niektóre są kontrowersyjne z punktu widzenia współczesnego, inne - w kontekście połowy XIII wieku. To czyni go fascynującym, zabawnym narratorem i bohaterem, dość nieprzewidywalnym, ale nie można powiedzieć, by zupełnie oderwanym od sobie współczesnych i to jest właśnie największa siła tej powieści. Witelon patrzy krytycznie na swoją epokę, szczególnie na kościół, ale nie robi tego z banalnej perspektywy XXI wieku. Jest bardzo, ale to bardzo człowiekiem średniowiecza. Jeśli kogoś razi, że się bohater nie za ładnie wypowiada o "klechach" a za to bardzo lubi blondynów, no to nie polecam, choć uważam, ze tak czy siak warto chociaż spróbować, bo to literatura najwyższej klasy. 
Jeszcze o elementach fantastycznych: niby są. A jakby ich nie było. I to dobrze. Ponieważ całą opowieść poznajemy z perspektywy Witelona, również rozmaite spotkania z nadprzyrodzonym widzimy jego oczami (co w kontekście studiów Witelona nad psychologią postrzegania jest smaczkiem samo w sobie), a to oznacza, że cokolwiek by się nie działo, poznajemy jedynie interpretację wydarzeń poczynioną przez człowieka głęboko wierzącego w istnienie diabła, magii itp. 
Język powieści nie jest stylizowany, tu i tam pojawiają się smaczki w rodzaju wspomnianych już bohomazów, ale generalnie czytelnik niezapoznany ze staropolszczyzną nie napotka tu problemów. Wiecie, XIII wiek to są czasy powstawania Bogurodzicy i pierwszego zdania po polsku. Jakkolwiek zaśliniłabym się ze szczęścia na widok wersji w staropolszczyźnie, tak wiem, że byłoby to przedsięwzięcie karkołomne. 


Gry:

Thief II: Death's Cold Embrace 9/10
Już się zachwycałam. Aktualnie zrobiłam sobie przerwę od grania, bo nie bardzo mam czas a i nie chce się że tak powiem, wyprztykać z tego towaru. 

Sunless Sea 7/10
Darmocha z Epica sprzed paru tygodni. Super klimat, lore itd. Szkoda tylko że tak ogromna część rozgrywki to czytanie. Gdyby to była książka albo gra planszowa to by mi to nie przeszkadzało, ale od gry komputerowej oczekuje jednak trochę lepszego wykorzystania medium. Niemniej godne rzucenia okiem, choć jest to jedna z tych gier, które zabierają dużo czasu.

GemCraft Frostborn Wrath 10/10
Wpadła nowa aktualizacja, to i ja... Wróciłam do nałogu. 

Borderlands 2 7/10
Dokończyłam wątek główny i jedziemy z drugim podejściem, tym razem trudniejszym. Sama gra ma meh fabułę, ale w koopie gra się spoko. 

Aeon's End 8/10
Wersja cyfrowa planszówki, o której dużo słyszałam, że jest rewelacyjna solo. Nie mogę po wersji cyfrowej ocenić jak gra się w faktyczną grę (tutaj nemesis jest zautomatyzowana), ale sama gierka jest miodna. I naprawdę mnie wciągnęła. 

DX-Ball 2 20th Anniversary Edition 7/10
Arkanoid. Spoko, ale w tych wersjach na pc naprawdę irytuje mnie konieczność grania myszką. 

Tomb Raider 8/10
Ten pierwszy-pierwszy. Mówcie co chcecie, ale sposób w jaki Lara się porusza sparks joy za każdym razem jak to widzę, nieważne, że to kilka poligonów umownie ułożonych w kształt kobiety. Podejście do dźwięku też jest rewelacyjne, nie mam przez moment wątpliwości, że chodzę po jakimś podziemiu. 

Planszówki:

"Low Memory"
Bez oceny, bo nie skończyłam, ba! ledwo zaczęłam, przeszłam prolog dla przypomnienia sobie zasad serii i jakoś tak wyszło, że już nie znalazłam czasu, żeby do niej usiąść. 

Plany na kwiecień

w ramach ...które zawalimy do maja - "A Plague of Pythons"
w ramach kończenia, co się zaczęło - "Riverman", "Веер"
w ramach kontynuacji cyklu - "Metamorfozy"
w ramach tego, co leży, a co się niedawno kupiło - "W górach szaleństwa" tom 2, "Twierdza", "Świnia na sądzie ostatecznym"
w ramach rosyjskiej klasyki - "Obłomow"
w ramach planszówek - "Pierwsi Marsjanie", "Robinson Crusoe" (w końcu chcę się przekonać do solo), "Escape Tales: Low Memory" (bo wciąż leży)

Jak widać jest bardzo ambitnie, ale mam nadzieję zrealizować chociaż kilka z tych planów. Obecnie jestem trochę na etapie osiołkowi w żłoby dano, bo cholernie chcę czytać tę "Twierdzę", tę "Świnię" i "Metamorfozy" a jednocześnie "Plaga pytonów" też nie jest od macochy. 


Czytaj dalej »

wtorek, 2 marca 2021

[Rachunek za] Luty 2021

Niby nic dziwnego, że luty przeleciał szybko a jednak ani się obejrzałam, a już koniec a jednocześnie mam wrażenie, że przez większość tego czasu nie czytałam... Chociaż mam w tej kwestii wymówkę pod postacią kolejnych kursów po rosyjsku. Jakimś cudem należę do tego promila ludzi, którzy w ramach tych całych covidaliów jednak zabrali się za naukę. Ale, bez obaw, nie uczę się niczego przydatnego. Padło, jak zawsze, na literaturę rosyjską 2 poł. XIX wieku oraz kurs rosyjskiego dla obcokrajowców, oba na Petersburskim Uniwersytecie Państwowym. Kursy są za darmo, dostępne na platformie https://openedu.ru i z najróżniejszych zagadnień (dużo techniczynych). Jeśli jest chęć i potrzeba to można z tych kursów zdawać egzaminy uznawane przez inne uczelnie. Koszt nie jest wysoki, bo zaledwie około 100 zł. Kursy są po rosyjsku i mi bardzo epenis rośnie, że naprawdę rozumiem, co do mnie mówią. Zapisałam się jeszcze na kursy z translatologii i komunikacji międzykulturowej, ale okazało się, że pracy jest tyle, że musiałam wyznaczyć priorytety. Po cichu liczę, że materiały będą dostępne jeszcze po tym, jak skończę literaturę i rosyjski. Szkoda, że nie ma takiej platformy - i tak doskonale zrealizowanych kursów, bo poziom jest naprawdę wysoki i pod względem treści jak i zupełnie technicznego wykonania) - po polsku. 

Jak taki kurs wygląda? W przypadku kursu "Literatura rosyjska 2 poł. XIX wieku" - jest to wykład podzielony na mniejsze fragmenty tematyczne (zwykle około 10-15 minut każdy), do którego jest kilka (zwykle 4) pytań, na które odpowiedzieć można jednym słowem lub datą. Kurs rosyjskiego dla obcokrajowców to już wyższa szkoła jazdy: jest materiał filmowy, podkasty, są teksty - i do tego wszystkiego jest mnóstwo pytań - na słuchanie, na czytanie ze zrozumieniem, gramatycznych. Każdy z tych testów to kilka godzin pracy tygodniowo, więc od 15 lutego (początek semestru) jakoś mniej miałam czasu na czytanie. A w każdym razie tak się tłumaczę, chociaż nie bez wpływu pozostaje to, że jakoś mnie zmęczyło to co ostatnio czytałam, szczególnie Pomerantsev, o czym poniżej. 

Dość wstępów, przechodzimy do konkretów:


Książki:

"Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość" Katarzyna Surmiak-Domańska 6/10

Niestety typowo gazetowowyborcze bzdury z serii "A wtedy cły autobus zaczął klaskać". Niemniej miejscami było prześmieszne i autorka lepiej by się pewnie sprawdziła w pisaniu komedii niż reportażu. Na plus fragmenty dotyczące historii. 


"The Killer Across the Table: Unlocking the Secrets of Serial Killers and Predators with the FBI's Original Mindhunter" John E. Douglas, Mark Olshaker 9/10

Oto książka, którą powinien być "Mindhunter". Jest o mordercach a nie o Douglasie, w związku z czym jest bardzo interesująco. Douglas i Olshaker wybierają kilka spraw na bazie których pokazują pewne mechanizmy. Fanom true crime zdecydowanie polecam. Bonus: audiobooka czyta Jonathan Groff, odtwórca roli Holdena w serialu "Mindhunter". 


"Moja siostra morduje seryjnie" Oyinkan Braithwaite 8/10

A to w ramach Fikcyjnego Klubu Książkowego niejakiej Iwony. Dowcipna, minimalistyczna, pełna czarnego humoru opowieść bardzo niewiarygodnej i niesympatycznej narratorki. 


"The Killer's Shadow: The FBI's Hunt for a White Supremacist Serial Killer" John E. Douglas, Mark Olshaker 8/10

Kolejna książka duetu Douglas-Olshaker. Tym razem na tapecie ląduje bardzo ciekawa i nieoczywista sprawa seryjnego mordercy-neonazisty, który jeździł po kraju i okradał banki, żeby mieć za co mordować Murzynów i Żydów... a w sądzie bronił się tym, że jest dyskryminowany ze względu na poglądy, tj. rasizm. USA to stan umysłu. 


"Jądro dziwności. Nowa Rosja" Peter Pomerantsev 6/10

Miejscami ta książka była przezabawna, bo przedstawione w niej sytuacje były tak groteskowe, że musiałam googlać, czy to wszystko na poważne - szkoła dla naciągaczek, Witalij Diomoczka. Niektóre teksty były dobre, większość jednak była średnia. Przede wszystkim autor jest Brytyjczykiem. Synem emigrantów, jednak jego perspektywa, a przede wszystkim docelowy czytelnik to Brytyjczycy i to sprawia, że miejscami naiwność autora bawiła mnie równie mocno, co jego rosyjskich rozmówców, a miejscami opisane mechanizmy czy sytuacje były dla mnie dość nudne, oczywiste i niegodne uwagi. To nie jest jakaś specjalnie zła książka, ale nie sądzę, żeby była warta tego, by marnować na nią czas. 


To tyle, jeśli chodzi o rzeczy, które czytać skończyłam. Natomiast są jeszcze dwie pozycje, które czytać zaczęłam.

"The Riverman: Ted Bundy and I Hunt for the Green River Killer" Robert D. Keppel

Doskonała rzecz. Autor dokonał niesamowitych rzeczy i potrafi o nich zajmująco opowiadać (i nie jest dupkiem jak Douglas :v ). To człowiek, który przyczynił się do ujęcia Teda Bundy'ego i który wraz z nim właśnie szukał Mordercy znad Green River. Mam tylko jeden problem z tą książką: ma ponad 600 stron i jest to 600 stron zbitego tekstu naładowanego informacjami. Mimo więc że jest to bardzo interesująca lektura, to idzie baaardzoooooo pooooowoooooliiiii... To książka na minimum miesiąc czytania i z różnych powodów nie bardzo mogę sobie na to pozwolić. Tym większa to kiszka, jak się weźmie pod uwagę, że to książka z wyzwania, które zawalimy do maja. Będę sobie tego Rivermana drobiła pewnie do lata. 


"My" Jewgienij Zamiatin

Klasyk klasyków, którego jakimś cudem jeszcze nie czytałam. Miażdży jak na razie, pod każdym względem. Tutaj zwłoki specjalnie nie ma, dopiero co zaczęłam i miałam kilka mocno zajętych dni. 


Gry planszowe

Pierwsi Marsjanie 10/10

Kocham i z każdą rozgrywką coraz bardziej. Odpaliłam sobie kolejne scenariusze i było miodnie, nawet jeśli jeden z nich zupełnie mnie zmiażdżył, już w pierwszym wydarzeniu odbierając łazika... a misja jest i tak na matematycznej granicy wygrywalności. Nawet wtedy bawiłam się świetnie ciekawa, co mnie najpierw wykończy.  

Bardzo, ale to bardzo bardzo bardzo podoba mi się to, że wydarzenia mają konsekwencje i mogą to był długie konsekwencje - zignorowałam jakieś przeziębienie i już do (gorzkiego) końca moi kosmonauci od czasu do czasu cierpieli z powodu choroby, której nie zdusiłam w zarodku. Plus milion do klimatu. 

Powoli dojrzewam do otwarcia kampanii, ale z przyczyn niezależnych wydaję się nigdy nie mieć na to czasu. 


Gry komputerowe

GemCraft Frostborn Wrath 10/10

Przejście fabuły (która, nie ukrywajmy, jest w tej części dość słaba) okazało się dopiero początkiem zabawy. Wciąż chyba nawet mam jakieś nieodkryte pola i większość z tych odkrytych przeszłam tylko w trybie podróży. W dodatku miałam w końcu chwilę by przysiąść nad tajnymi bonusami z acziwmentów i odblokowałam już niemal wszystkie. Wniosek jest taki - ile tu jest zawartości w tej grze! Dodatkowe opcje wydawały mi się kosmetyczne (niektóre faktycznie takie są), póki na własnej skórze nie przekonałam się ile zabawy daje odwrócenie planszek. Mam tu jeszcze dużo rozrywki przed sobą, a tak czy owak, wiadomo - czekam na kolejną odsłonę. 


It's not easy to build a good snowman 6/10

Sympatyczna gra logiczna w budowanie bałwanków. 


Thief II, fanowska kampania "Death's Cold Embrace" 9/10 (jak na razie, po 2 misjach)

"Death's Cold Embrace" to fanowska kampania złożona z 10 (?!) misji, wypuszczona na dzikie wody internetu w roki 2017. Zainstalowałam ją wtedy i trochę mi się podobała, ale brakowało jej średniowiecznego klimatu i jakoś tak na moment ją odłożyłam, żeby wrócić do niej na sam koniec lutego 2020. I nawet nie jestem zła, że tyle to leżało, bo bez różnicy, tak czy owak jest zajebiście (przynajmniej po 2 misjach, które na razie rozegrałam). 

Nie wyobrażacie sobie jak przyjemnie zagrać w grę, która jest po prostu trudna (gram na ekspercie). Niektóre rozwiązania czy zagadki są absurdalnie trudne i nie będę udawała, że nie musiałam zajrzeć na forum, żeby skumać o co chodzi, ale myślę, że z czasem pójdzie mi lepiej, bo powoli zaczynam rozumieć projektanckie zasady autora. To jest jeden z tych momentów, kiedy widać, że nie jest to w pełni profesjonalny produkt - brak tu przejrzystych założeń (choć wszystko jest bardzo konsekwentne) czy jakiegoś powolnego wprowadzenia w sposób myślenia projektanta. Natomiast to naprawdę drobiazg, bo, ranyboskie, jakie to wszystko jest miodne. Przede wszystkim, tak jak w oryginalnych Thiefach, budynki są projektowane względem logiki budynków a nie fabuły. Dom to dom - ma wszystkie niezbędne pomieszczenia, niezależnie od tego jak mogą się wydawać zbędne dla rozgrywki. Jest cholernie trudno, niejednokrotnie trzeba przysiąść i się zastanowić co dalej, gdzie może znajdować się dany klucz czy jakiś dokument, każde miejsce najlepiej przeszukać kilkukrotnie i zajrzeć w każdy zakamarek dwa albo nawet trzy razy, bo maciupkie przełączniki (to właśnie ten element, który mnie trochę irytuje) łatwo przeoczyć. Pod tym względem jest to znacznie trudniejsze od oryginalnych gier, kieruje się nieco w stronę przygodówek. (dodatkowo grę utrudnia to, że sterowanie jest w niej nieco niezdarne i czasami może nie załapać, że jakiś przedmiot można podnieść)

Świetnie zapowiada się też fabuła, która może nie jest jakaś super oryginalna (chociaż ma potencjał) ale przede wszystkim jest doskonale opowiedziana. Za pośrednictwem licznych pamiętników i listów powoli odkrywamy sieć zależności między bohaterami i że intryga ma znacznie większy zasięg niż by się mogło na początku wydawać. W dodatku te teksty są świetnie napisane! Bardzo widać ogrom pracy włożonej w "Death's Cold Embrace", co nie powinno właściwie dziwić - prace nad grą (bo to już chyba można tak powiedzieć) trwały 13 lat... 

To od czego zwykle się odbijałam w fanowskich misjach (ale bądźmy szczerzy, przetestowałam może 2-3 z kilkuset jak nie kilku tysięcy) to brak klimatu oryginałów. I nie ma co ukrywać - "Death's Cold Embrace" też go nie ma. Ma bardzo konsekwentny klimat, który, gdy już się człowiek w niego wciągnie nie może się oderwać, brakuje mi jednak pewnej... średniowieczności oryginałów. Oryginalne Miasto znajdowało się w dalekiej przeszłości, która po prostu jakimś cudem ma nieco elektryczności. DCE bliżej do jakiegoś XIX wieku. Natomiast zrobione jest to konsekwentnie i z dużą dbałością o szczegóły i po prostu - po dwóch misjach - czapki z głów. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz musiałam się tak nagłówkować przy grze. 


Plany na marzec

Taka nowa sekcja, pomyślałam sobie. 
w ramach ...które zawalimy do maja - "Uczeń Czarnoksiężnika"
w ramach Fikcyjnego Klubu Książkowego - "Kwiaty dla Algernona"
w ramach kończenia, co się zaczęło - "My", "Riverman"
w ramach rosyjskiej klasyki - "Obłomow"
w ramach planszówek - "Pierwsi Marsjanie", "Robinson Crusoe" (w końcu chcę się przekonać do solo), "Escape Tales: Low Memory" (bo wciąż leży)
a wszystko mi się nie uda w ramach GRANIA W DEATH'S COLD EMBRACE BUAHAHAHAHAHA
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia