piątek, 1 stycznia 2021

[Rachunek za] Rok 2020

Nie będę wdawała się w rozmowy o tym pod jakimi względami ten rok był do dupy. Wszyscy wiemy, że pod wieloma, a w moim przypadku również osobiście. Nie mam zresztą w zwyczaju skupiać się na rzeczach, na które nie mam wpływu. Są jednak pozytywy i co bardzo przyjemne, takie będzie w większości to podsumowanie. 

Z jednej strony lockdown nie wpłynął jakoś specjalnie na mój styl życia, ale uświadomił mi bardzo dokładnie, jak męczące i czasochłonne są dla mnie dojazdy do pracy. Miałam więc duuużo więcej czasu i energii by zająć się chociażby planszówkami, co znajdzie odbicie w poniższym zestawieniu. 

Postanowiłam nie bawić się w dokładne statystyki, te może sobie każdy zestawić/sprawdzić przeklikując się przez podsumowania miesięcy. Będzie więc bardziej ogólnie i bardziej o tym, które treści ze mną zostały aż do końca roku. 


Książki:

Zdecydowałam się, tradycyjnie, na podział na kilka kategorii. Tak więc:

Klasyka fantastyki

Na początku roku poświęciłam trochę czasu na zapoznanie się z klasyką fantastyki (seria "Golden Age Masterworks" i "SF Masterworks"). Wszystkie przeczytane przeze mnie tytuły okazały się niesamowite. Mowa o pięknej i poetyckiej "Jirel of Joiry", która doskonale tkwi na granicy między tradycyjną a nowoczesną fantastyką jednocześnie pokazując wysoką klasę literacką. Mowa o twórczości Cordwainera Smitha, którego pisarstwo jest równie zajebiste co jego artystyczny pseudonim. Ponownie jest to wysoki poziom literacki a wyobraźnia i humor są nie do pobicia. Ostatnia pozycja na tej liście to "The Stars My Destination", którą pochłonęłam w jeden dzień i do której na pewno jeszcze wrócę. Wszystkie trzy pozycje to doskonała literatura i doskonała fantastyka. 

Lovecraft 

Ilustrowany przez Francois Barrangera Lovecraft to jest doświadczenie nie z tej ziemi. No i tłumaczenie! To tłumaczenie! W grupach około-lovecraftiańskich na fb widziałam wielokrotnie jak jeden z użytkowników w każdym kontekście zachwycał się "genialnym tłumaczeniem Płazy" i prawdę mówiąc podchodziłam do tego nieco sceptycznie, biorąc pod uwagę jakie potworki ludzie ptrafią czytać i zupełnie nie zauważyć, że mają do czynienia z kompletnym paździerzem. Otóż zwracam honor. To tłumaczenie jest godne tego, by każą wypowiedź kończyć "I sprawdź Lovecrafta w genialnym tłumaczeniu Macieja Pałzy". W dodatku sprawił, że zainteresowałam się bliżej ofertą wydawnictwa Vesper, które prawdę mówiąc kojarzyło mi się z jakimś niskobudżetowym badziewiem z koszyka w Taniej Książce. Otóż Vesped odszedł od tych swoich tradycji i od dłuższego czasu bardzo ładnie (!) wydaje horrory. Na tyle ładnie, że chyba się przerzucę (wrócę) do czytania tego gatunku. No i w końcu, w imię darmowej przesyłki, zakupiłam przy okazji "Terror" Simmonsa i... no, cóż, o "Terrorze" poniżej.

"Terror"

Jest na blogu, nieporadna może, ale jest recenzja tej pozycji, więc tutaj tylko krótko: ta książka, przeczytana na początku lata, czy też pod koniec wiosny, wciąż ze mną jest. Nie mogę się otrząsną, czy może rozgrzać po arktycznych mrozach. Rewelacyjna powieść. Nie jest to najlepsze co w 2020 przeczytałam, ale z pewnością zostało mi w pamięci, a konkurencję miało bardzo, ale to bardzo mocną. 

"The Still" i "The King"

Feintuch gonna Feintuch. Nie byłam pewna, czego się spodziewać, bo niby to jest gorsze niż seria o Seaforcie... Co wy kurwa wiecie o życiu. 

Może tak: nie wiem, czy to jest lepsze czy gorsze od Seaforta, bo na pewno jest różne. Zgodne na pewno jest to, że mamy niegodnego zaufania narratora, który w dodatku, tutaj, jest absolutnie nie do zniesienia. To znaczy Roddy, zupełnie celowo, jest rozpuszczonym kretynem, który zderza się z życiem i mocno od tego życia obrywa by niczego się nie nauczyć. I tak w kółko, aż w pewnym momencie musi jednak coś ze sobą zrobić. I wtedy czytelnik obrywa jak obuchem historią o tym, że czasami można, w dobrej wierze, kompletnie zniszczyć człowieka, którego się kocha nad życie i że można być dokładnie tym, co nie pozwala mu rozwinąć skrzydeł. Wyżęła mnie ta książka. 

Fenomenalny kurs literatury rosyjskiej

Trochę z przypadku, trochę z ciekawości i bez mocnego postanowienia uczestnictwa zapisałam się na kurs "Pro-чтение" prowadzony przez Syberyjski Federalny Uniwersytet w Krasnojarsku. Był to prawdopodobnie najlepszy wykład kursowy w jakim w życiu uczestniczyłam a ukończyłam studia filologiczne. Kurs był w języku rosyjskim i z dumą muszę przyznać, że zrozumiałam właściwie wszystko bez większych trudności. Mnie się w ogóle wydawało, że ja jednak coś wiem o rosyjskiej literaturze, a w szczególności o Dostojewskim. Otóż nic nie wiedziałam a sposób omawiania lektur w Polsce, czy to w szkole czy na studiach jest żenujący i ten wykład tylko mnie w tym utwierdził. Nie umiem opisać jak wiele ten kurs mi dał, jak dużo się dowiedziałam, jak ciekawe lektury przeczytałam i jak mocno mnie zainspirował to poznania nowych autorów i porządnego rozpoczęcia czytania po rosyjsku. 

A do tego wygrałam w konkursie prowadzonym w ramach kursu :D

Rozczarowania:

Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek to napiszę, ale... Sullivan. Seria "Legends of the First Empire" jest do dupy. Pierwszy tom jest przyjemny, ale potem jest potwornie albo słabo jak cholera. 

"The Amber Spyglass" mnie nie tyle rozczarowała, bo spodziewałam się szajsu, ale, no, SZAJS. Znajomość z "Mrocznymi materiami" można spokojnie rozpocząć i zakończyć na "Northers Lights". 


Wszystko, co przecztałam znajdziecie na goodreads.



Gry komputerowe:

Ten rok okazał się rokiem gier. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak dużo grałam, to było chyba jeszcze w gimnazjum. Cóż, gry mają to do siebie, że trzeba się na nich skupić na tyle, ze człowiek nie ma czasu myśleć o tym, nad czym nie ma ochoty się zastanawiać a ten rok niestety obfitował w tego typu sytuacje. Do tego, z racji izolacji, zaczęłam grać przez sieć i okazało się, że to jest nawet całkiem fajne i szkoda, że nie udało nam się spędzić tak większej ilości czasu. 

Gry na plus: 

Saints Row The Third za to, że jest taka, jakie powinno być życie. 

GemCraft Frostborn Wrath za to, że jest 

DLC z Daudem do Dishonored, za to że są takie, jaka powinna być cała ta gra. 

Gry na minus:

No, właściwie to na tróję. Dishonored nie przestaje rozczarowywać. Faktycznie gra na extrahard jest względnie znośna, ale mimo wszystko meh. A już do szału doprowadza mnie ten system "chaosu". Może po prostu mam problem z nazwą, bo to nie jest chaos a co najwyżej jakiś rodzaj "humanitaryzmu". I w grze o zabójcy jest jakimś kompletnie poronionym pomysłem. 


Gry planszowe: 

PIERWSI MARSJANIE SĄ NAJLEPSI NA ŚWIECIE. 

"Wielka pętla jest" super. Pomniejsze gierki, w które grałam również. Polityka wydawcy względem Horroru w Arkham lcg wciąż mnie wkurza i mimo dodruku Dunwich ostatecznie nie poszłam dalej w tę grę, chociaż sama gra mi się cholernie podoba. Nie podoba się jednak mojemu portfelowi i poczuciu elementarnej godności, bo nie mam ochoty się szarpać o resztki i zastanawiać, czy uda się kupić, czy nie uda. 

Z rzeczy globalnych, to przekonałam się trochę do grania solo. Marsjanie solo są super, podobnie Escape Tales (tu sobie nie wyobrażam grania nie-solo). Robinson jakoś mi nie podchodzi, ale mam wrażenie, że jakoś, nie wiem, rozeszły nam się drogi z tą grą...? Jej poziom trudności i relatywne skomplikowanie mnie zniechęca jeśli gram solo. (jakoś w Marsjanach to działa świetnie). 


Filmy i seriale:

Mam wrażenie, że w tym roku nie oglądałam wiele a jak oglądałam to albo mnie nie zachwyciło albo nie do końca... za wyjątkiem Mandy. Mandy dostaje ode mnie 9,5/10 (trochę ten dysonans między częściami psuje absolutną perfekcję tego dzieła). Wow. Oklaski. Na pewno na wyróżnienie zasługuje jakucki (!) film "Aga" i to nie tylko ze względu na egzotyczne pochodzenie. 

Co do seriali, to niby trochę ich obejrzałam, ale wszystko było mocno średnie albo nawet poniżej średniej (Stranger). Na wyróżnienie zasługują "Des" i pierwszy sezon "The Boys".


Muzyka:

Taka kategoria, która się nie pojawiała w comiesięcznych rachunkach, ale myślę, że na koniec roku zasługuje na parę słów. 

Początek roku to nowa płyta Thy Catafalque, "Naiv". Miodna rzecz, a w dodatku udało mi się ją zakupić jakoś rzutem na taśmę, zanim na wieki zniknęła ze sklepowych półek. 

Poza tym, kultywowałam swoje zwyczajowe przypadłości, jakieś Powerwolfy, jakieś Little Big, wykupiłam na bandcampie wszystko, co miał do zaoferowania Utred (jego nowa płyta "Hotspurs" jest wielce zacna, aczkolwiek chyba nie do znalezienia na yt). W pewnym momencie zrozumiałam też, że przed miłością do W.A.S.P. nie da się uciec i że podobnie rzecz się ma z Meat Loafem. 

Największe odkrycie tego roku to Distortion Ride "Burning Waves of Silence". To jest tak cudownie surowe i doskonałe, że chyba przyćmiło nawet "Naiv".


Playlistę z różnościami, które wrzucałam w miarę pojawiania się w ciągu roku znajdziecie na youtubie. Są tam różne rzeczy i zapewniam, że dla mnie mają one znaczenie, nawet jeśli nie mają specjalnie sensu. 


Inne:

Korzystałam w tym roku z 2 usług. Tradycyjnie już Legimi, które sobie chwalę, choć pewnie nie do końca mi się opłaca oraz "Bookbeat", bo do GemCrafta całkiem przyjemnie słucha się audiobooków. Obie polecam. 


Jak widać pod względem obcowania z kulturą ten rok był całkiem dobry :) Przeczytałam (w tym, niestety, również przesłuchałam... ale myślę, że niewpisane na listę treści po rosyjsku, nawet jeśli nie były długie jakoś to równoważą) 52 z 52 zaplanowanych książek, więc jestem zadowolona :D 

Czytaj dalej »

czwartek, 31 grudnia 2020

[Rachunek za] Grudzień 2020

Grudzień to taki czas w roku, kiedy się człowiek orientuje, jak bardzo jest w dupie z wyzwaniem ocznym i dokonuje cudów. Wprawdzie w tym roku absolutnie nie byłam blisko rekordu (bodaj 14 książek), ale 8 sztuk trzeba było wciągnąć. I się wciągnęło. Hough. 

Poza tym, na okoliczność świąt było grane a to zawsze na plus. 


Książki:

Pokora 7/10

Smilo moralnym zwycięzcą tego galimatiasu xD Mam rozpoczętą recenzję, ale właściwie nie wiem, czy ją dokończę. 

Rok zająca 7/10

Niezwykle przyjemna dawka absurdu, a przy tym, cholera, kto by nie chciał tak rzucić wszystko i pokicać za zającem? 

Piranesi 8/10

Wiecie kiedy czytałam Strange'a i Norrella? Dosłownie więcej chyba niż pół życia temu. To jest bardzo solidna książka, ale na pewno zupełnie inna niż się spodziewałam. Nie, nie oczekiwałam kolejnego "Norrella", natomiast oczekiwałam znacznie mocniejszej stylizacji. Bardzo możliwe, że w oryginale wygląda to nieco inaczej. Niemniej, polecam. 

Triumf Chirurgów 9/10

Rewelacja. Thorwald w formie <3 

My Mother, A Serial Killer 8/10

Świetne true crime a australijskim posmakiem. Kto ogląda "Wentworth" lub "Prisoner" - powinien się zapoznać ;) 

Before the Coffee Gets Cold 8/10

Bardzo solidna, sympatyczna obyczajówka z drobnym elementem fantastycznym. 

Chirurg 6,5/10

Taki sobie kryminałek. Nie lubię kryminałów, więc nawet nie wiem, jak to ocenić. Zainteresowało mnie wyłącznie dlatego, że znam sprawę, na której ta powieść jest oparta. 

Najgorętsza plaża w Finlandii 7/10

Cholernie zabawna powieść, po fińsku absurdalna. Polecam, jak ktoś lubi abstrakcyjny humor. 


Poza tym czytałam opowiadania Szukszyna (ale nie tyle żeby wyszła książka) i na 100% przeczytam ich więcej. 


Gry: 

Dishonored: Brigmore witches 9/10 

DAYUM. Samo Dishonored jest meh, ale te dwa dlc z Daudem są naprawdę, naprawdę dobre, szczególnie "Knife of Dunwall". Wiedźmy też są spoko, chociaż nieco krótkie. 

Dishonored 2 

Na razie przechodzę Emily na very hard. Very hard to taki new normal :/ Ogółem mam podobne zarzuty co do pierwszej gry, przede wszystkim jebać szpadlem system chaosu. Znaczy ok, kumam, on jest źle nazwany, bo się ma nijak do tego ile zamieszania narobisz, tylko jest liczony po tym, ilu ludzi zabijesz, czy coś. Fajna ta gra, taka o zabójcy. A przy tym, chyba musieli to wprowadzić, bo inaczej ta gra nijak nie zachęca to grania na ducha. Meh. Tym razem zaszłam nieco dalej niż poprzednim razem, ale tak czy owak jest to gra która jest za łatwa i za irytująca. Tylko dlc z Daudem były naprawdę dobre. 

GemCraft Frostborn Wrath. 9/10

Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, poza tym, że 130 poziom to w tej grze poziom niski. Wciąż mam plansze do odkrycia i nie wiem, jak sobie poradzę bez gry na urlopie :|


Planszówki:

Wielka pętla 9/10

Rewelacyjna jest ta gra. Bardzo proste zasady, a przy tym doskonale oddające klimat wyścigu kolarskiego. Odpowiednia dawka taktyki i szczęścia, a z dodatkiem nadającym cechy można jeszcze właściwie całkiem nieźle roleplayować a same cechy fajnie pływają na rozgrywkę. Dodatek pogodowy jak na razie nie zrobił na nas dużego wrażenia, ale zapewne zmienia się to losowo w zależności od tego jak się wyścig ułoży. Dodatek "Peleton" już czeka na mnie w paczkomiocie :D 

Pędzące żółwie 7/10

Banalna gierka, szybka, cwaniacka, świetna na imprezę. 

Szeregowy pingwin 7/10

Bardzo sprytna karcianeczka, gdzie trzeba i dominować na stole i pilnować, żeby się nie wyprztykać z wysokich kart z ręki. 


Filmy:

Aga 9/10

Film jakucki. Tego nie przebijecie. Piękny wizualnie dramat. Mało słów, dużo treści. 


Wonder Woman 7/10

Zaskakująco sympatyczny. Wiele jest w nim rzeczy, które nie wyszły, ale widać, że pomysł był dobry (by nie rzec SPEKTAKULARNY), więc ogląda się zacnie. 



Czytaj dalej »

wtorek, 1 grudnia 2020

[Rachunek za] Listopad 2020

Ponieważ było NaNo, to mam wymówkę, czemu tylko tyle przeczytałam. Nie mam za to żadnej wymówki, czemu tyle grałam, haha. 

Zapisałam się na kurs literatury rosyjskiej, stąd Puszkin i Gogol, a pojawią się jeszcze kolejni klasycy. Przeczytałam jeszcze pojedyncze teksty Żukowskiego, ale to za mało, żeby wyliczać. Natomiast samego Żukowskiego polecam, bo to był niezwykle interesujący człowiek. 


Książki:

"Córka Kapitana" A. Puszkin 9/10

Zabawnie, lekko, wartko, ironicznie. Polecam. Tłumaczenie za to miejscami dość wątpliwe, chociaż przynajmniej poprawne językowo. 

"Martwe dusze" Gogol 10/10

Trudno mi się tak naprawdę ocenia rosyjską klasykę, bo są to powieści takiego kalibru, że naprawdę nic nie ma do nich startu. A przy tym, tak są swojskie, zabawne, tak - w jakimś sensie - nowoczesne. Ich ponadczasowość zasadza się nie tylko w poruszanych tematach, ale też w tym, jak wielki wpływ wywarły na wszystko co nastąpiło po nich. A jednak - pozostają tak wyjątkowe. 

"Stulecie chirurgów" 9/10

Świetna książka, fascynująca podróż przez rozwój chirurgii. Przesłuchana jako audiobook, ale niech będzie. 

"Martwe ciała" wyd. 2 7/10

Wydanie drugie jest znacznie uzupełnione. Poprzednia wersja była dość reporterska, nieco chaotyczna, wiele wątków czy szczegółów pominięto. Teraz jest dokładniej i w większym porządku. Nie jest to książka wybitna, ale jest dobra i porusza niezwykle ciekawą sprawę. 


Gry:

Price of Persia: The Sands of Time 9/10 

Tak naprawdę ta gra ma tylko jedną wadę - tę cholerną kamerę. Fabuła jednak i zagadki są super.<3 

Prince of Persia: Dusza Wojownika 6/10

Gram w tę grę chyba głównie z nienawiści. Jest pełna rzeczy co do których nawet nie wiem, czy to celowo czy to bugi... Do tego książę z poczciwego kretyna o brytyjskim akcencie zamienił się w mrocznego jak odbyt Belzebuba Amerykanina.  

GemCraft Frostborn Wrath 9/10

No w końcu uległam i kupiłam, rok to prawie trwało, ale z nałogiem nie wygrasz. Podobno jest jakiś super trudny, ale nie zauważyłam, a ja naprawdę nie jestem jakimś turbo-koksem, który kalkuluje wszystko co do punktu obrażeń. Może faktycznie nie można przechodzić plansz na pałę, ale wysiłek intelektualny potrzebny jak do tej pory nie był jakiś specjalnie straszny. 


Inne:

Do tego, nieco z innej beczki, testuję usługę Bookbeat. Jest to abonament z dostępem do audiobooków i ebooków. Nie wiem, czy aplikacja działa na czytnikach z androidem, z telefonu czytała nie będę - sprawdzam więc, jak sobie radzi z audiobookami. I muszę przyznać, że jestem pod ogromnym pozytywnym wrażeniem. 

Jeśli chodzi o katalog, to jest różnorodnie. I trochę jest bałaganu, niemniej tytułów jest dużo i w dodatku w różnych językach: mnie najbardziej interesuje rosyjska klasyka w oryginale i taką można tam znaleźć, choć nie umiem stwierdzić, jaki jest klucz doboru (tj. np. z serii audiobooków z wykładami są tylko pojedyncze tytuły). 

Sama aplikacja działa doskonale. Opcji przyspieszania, zwalniania, automatycznego wyłączania, przewijania itd. jest mnóstwo. Do tego w trakcie odtwarzania aplikacja zatrzymuje się w trakcie powiadomień i sama wznawia, więc nie ma obawy, że się coś przegapi. Wrażenia znacznie pozytywniejsze niż z Audible. 

Minus jest taki, że cena wysoka, za usługę bez limitu trzeba zapłacić aż 39,90 zł. Porównywalnie do innych usług tego rodzaju (Legimi), ale jak się ma już taką jedną, to kolejna aż tak nie kusi. Natomiast jest tu opcja kont rodzinnych (tj. można za 9,99zł dokupić dostęp dla kolejnej osoby na to samo konto) i tu już można trochę przycebulić ;) 

https://www.bookbeat.pl 

Niestety, nikt mi za tę reklamę nie zapłacił :( 

Czytaj dalej »

czwartek, 19 listopada 2020

[Recenzja] Problem trzech ciał

In the afterword author says that “the most beautiful stories were written not by bards and poets but by science” (yes *science*, not even “nature” or God or anything that could make it metaphoric or religious or philosophical). And… yes. “Three Body Problem” reads as book written by someone so primitive and lacking basic understanding of culture not to mention human nature or storytelling, to say such a moronic thing. It's flat and boring and as imaginative as an academic textbook based on irrelevant theory disproved long time ago.
The premise is not that bad, but execution is, to be honest, shocking. It's so abhorrent I cannot even decide what is the worst aspect of it. Flat characters made emotionless by horrible past yet emotionally motivated though there is no way reader can believe this pieces of paper have any life in them at all? The structure that gives us the inciting event after the 50% mark? The style, this wonderful mix of primary school writing and Paulo Coelho truisms? Infodumping on a scale not even imagined before? (in a way this whole book is an infodump)
In what world do we live in where we prosecute authors for views not connected to literature but people saying such preposterous things about literature get awards…?
It's bad. BAD. The only reason to read is to learn how the world without artists would look like. (spoiler: like shit).

Czytaj dalej »

niedziela, 1 listopada 2020

[Rachunek za] Październik 2020

Że to nie będzie dobry miesiąc wiedziałam już dawno, ale okazał się jeszcze gorszy. Niemniej, wymaga pewnego podsumowania, chociaż z braku notatek, które normalnie robię, będzie pewnie dość chaotycznie i możliwe, że coś pominę. 

Książki:

Tu jest raczej żenada. Otóż przeczytałam tylko jedną, a właściwie to i tak dokończyłam... 

Kruchy dom duszy. Wielka odyseja chirurgii mózgu 8/10
Jak to Thorwald - dobra rzecz. Nie do końca wpasowało się w moje gusta skupienie na chirurgach a nie na przypadkach, ale to już jest kwestia gustu. Dowiedziałam się sporo. Osobom zainteresowanym historią medycyny polecam. Ale "Pacjenci" i tak byli lepsi ;) 

No i to by było na tyle, gdyby nie powód, dla którego tak słabo mi poszło, ponieważ to nie jest tak, że po Thorwaldzie zrobiłam sobie przerwę. Otóż wróciłam do lektury Łukjanienki w oryginale i jakkolwiek jeszcze mi trochę tej książki zostało i jakkolwiek czytam po rosyjsku jeszcze znacznie wolniej niż po polsku czy angielsku, tak generalnie jestem bardziej niż zadowolona z postępów, jakie poczyniłam. No ale, jak widać, trochę zostałam w tyle i prawdę mówiąc nie wydaje mi się, żebym dała radę nadrobić zaległości, ale już były takie lata, że nadrabiałam ;) 

Zaczęłam też "Pokorę" Twardocha, ale o niej napiszę, jak skończę, no i na 100% będzie recenzja. 


Seriale:

The Boys sezon 1 9/10
To jest cholernie zacny serial, który mi dał wiele radości, również tym, że po prostu powstał i że są w nim rzeczy, co to nie wypada, żeby były.

"Wyznania morderców" 7/10
Eeee... No, ok? To taki serial do puszczania w tle, jak się robi na drutach. Jest dobrze zrobiony, sprawy są różnorodne, po prostu nic w nim nie ma specjalnie porywającego - albo przynajmniej na tyle godnego zapamiętania, żeby mi zostało w głowie. Naprawdę trudno jest mi go ocenić, bo to jest solidnie zrobiony serial, różnorodny, dobrze nakręcony, fajnie gra tym, że nasi bohaterowie lubią mijać się z prawdą a są przy tym bardzo przekonujący. Jednocześnie jednak jest to produkcja do obejrzenia i zapomnienia. 

Niewyjaśnione Tajemnice sezon 2 7/10
Jak poprzednio opuściłam najbardziej bzdurny odcinek (tym razem 4, o Tsunami). Różnorodnie, trochę nierówny poziom, duże przejście w stronę mniej niesamowitych i dziwnych historii a za to po prostu nierozwikłanym sprawom kryminalnym. Ok, ale bez szału. Tylko odcinek o Oslo był naprawdę interesujący. 

Gry komputerowe:

Syberia The World Before - Prologue 8/10
Demo nowej Syberii. Nieco, khem, kontrowersyjne, bo co tu kryć, też miałam takie:


kiedy zobaczyłam nową, lepszą Kate, ale kontekst uzasadnia nieco te drastyczne zmiany w jej wyglądzie. Jakie dokładnie konsekwencje będą miały te zmiany po prologu nie sposób ocenić. 
Dobrze było wrócić do tego świata i wkurzać się na amerykańskość Kate. Pewnie ostateczna premiera tego tytułu zmusi mnie w końcu do kupienia lepszego komputera lub wymiany karty graficznej, bo wiecie. To Sokal. W to się gra na HIGH. 
Co do fabuły, to na początku trochę przewracałam oczyma na nazistów, ale jednak okazało się, że nie przypadkiem są oni częstym składnikiem Rule of Cool. 
Samo demo jest dostępne a darmo na Steam i trochę go jest, jeśli się rozmawia ze wszystkimi i we wszystko klika (jak zrobiłam ja) to pewnie około godziny zejdzie lekko. 
Czekam! 

Borderlands: Presequel 
Bez oceny, bo tylko zaczęłam a i prawdę mówiąc jestem w takim nastroju, że ledwo kumam, co się działo...  


Czytaj dalej »

czwartek, 15 października 2020

[Recenzja] Dan Simmons "Terror"

"Terror" to jedna z tych książek, które chciałam przeczytać od zawsze. No dobrze, nie od zawsze, ale odkąd po raz pierwszy zobaczyłam jego reklamę na końcu jakiejś innej powieści. Nie pytajcie mnie dlaczego, bo przecież  nie przeczytałam opisu (nigdy nie czytam), a okładka nie była najładniejsza. No ale jakoś cyk - chciałam przeczytać "Terror". I nic z tego nie wynikło, póki przy okazji kupowania ilustrowanych wydań Lovecrafta nie natknęłam się na nowe wydanie. Z posłowiem. Z całkiem fajną okładką (i to jest okładka filmowa, a nie daje raka!). No więc od słowa do darmowej przesyłki, kupiłam też "Terror", po ponad 10 latach ogólnej chęci zapoznania się z tą powieścią. 
Simmons wziął na warsztat jedno z ciekawszych i bardziej tajemniczych wydarzeń związanych z poszukiwaniami Przejścia Północno-Zachodniego, mianowicie wyprawę Franklina. Sir John Franklin, na okrętach HMS Erebus i HMS Terror wyruszył z Anglii w roku 1845, by zaginąć bez wieści w lodach Arktyki. Mimo licznych wypraw ratunkowych wrak Erebusa odnaleziono dopiero w roku 2014. a Terroru - dwa lata później. Co więc wydarzyło się wśród mrocznych arktycznych zim w połowie lat 50 XIX wieku? Odpowiedź Simmonsa jest porywająca. 
Zaczynamy w październiku 1847 roku. Oba okręty już od dawna uwięzione są w lodzie i nie zanosi się na to, by kiedykolwiek miały się zeń wydostać. Śledzimy więc oczyma kilku bohaterów (narracja spersonalizowana skacząca między postaciami w poszczególnych rozdziałach) losy obu załóg w ich coraz gorszej sytuacji, bo samo unieruchomienie pośród lodowej pustki to tylko jeden z problemów, z jakimi przyjdzie im się zmierzyć. 
Wizja uwiezienia w lodzie i powolnej śmierci z głodu, szkorbutu i szaleństwa wydaje mi się dalece bardziej przerażająca niż tajemniczy potwór z lodu, jednak elementy nadprzyrodzone zostały do Terroru wprowadzone mistrzowsko. Odrobinkę zgrzytają momenty, w których monstrum pojawia się w całej okazałości (wszak najgroźniejsze jest to, czego nie widać) jednak w pełni wynagradzają to tak dynamiczna akcja (ach, panie Blanky!) jak i sposób w jaki elementy fantastyczne pozwalają na przełamanie ograniczeń narracji spersonalizowanej. 
Tak naprawdę "Terror" to opowieść o tym, jak różni ludzie reagują w obliczu sytuacji ostatecznej. Mamy tu cały przekrój osobowości, od idealistów przez intelektualistów, ludzi głęboko religijnych, osoby do głębi prymitywne, po skomplikowanego alkoholika Croziera. To opowieść o chęci przetrwania za każdą cenę ale też o wyrzeczeniu się jej, bo się tej ceny nie chce płacić. O tym, co to właściwie znaczy być żywym i chcieć żywym pozostać. Jest piękna jak Arktyka i równie bezlitosna. Tak strasznie frustrująca, kiedy przez głupotę jednego człowieka konsekwencje spadają na wszystkich innych. 
Z minusów, doczepić się mogę tylko do dialogów, które miejscami są tak straszne, że można by je przytaczać jako negatywne przykłady dla początkujących pisarzy a i tak nikt by nie uwierzył, że ktoś to naprawdę napisał, zredagował i opublikował. Bohaterowie nie tylko rozmawiają o rzeczach, które doskonale wiedzą, ale jeszcze dorzucają daty i pełne imiona i nazwiska. Straszne i zbędne. 
Pod względem merytorycznym nie podejmuje się oceniać pracy Simmonsa, nic mi nie zgrzytało, ale też na niczym się nie znam. Podobnie jeśli chodzi o rolę tłumacza i redakcji. Wierzę im na słowo :) 
Jednym rozczarowaniem okazało się posłowie prof. Rachlewicza, które było, prawdę mówiąc, powodem dla którego kupiłam to właśnie wydanie Terroru. Nie żałuję, ale też nie bardzo rozumiem, jaką ma pełnić funkcję. Mówiąc krótko, dostajemy opis poszukiwań przejścia Północno-Zachodniego na przestrzeni wieków i zapewnienie, że Simmons prawdę gada. No dobrze, ale czemu nie dowiadujemy się nic i poszukiwaniach wyprawy Franklina, znaleziskach itd.? Te kilka zdań pod koniec posłowia nic nie wyjaśnia. Naprawdę się zawiodłam i nie mam pojęcia co autor miał na myśli. Jeśli nie bardzo jest o czym polemizować z Simmonsem (i świetnie!) to może wypadałoby jakoś uzupełnić jego narrację w przyszłość? Napisać coś o tym, czego Simmons, pisząc książkę w roku 2007, nie mógł wiedzieć, a wiemy teraz? Opisać poszukiwania, które w powieści wprawdzie się pojawiają (i to jak doskonale wprowadzone!), ale o których czytelnik nie wie zbyt wiele? Naprawdę nie pojmuję, jaką funkcję ma pełnić to posłowie. 

"Terror" to kawał dobrej literatury, którą polecam każdemu (choć wiem, że nie każdemu się spodoba ;) ). Rewelacja i niech samo za siebie mówi to, że odkąd skończyłam czytać tę powieść minęło wiele miesięcy i wciąż o niej myślę. 


Czytaj dalej »

czwartek, 1 października 2020

[Rachunek za] Wrzesień 2020

Nieoczekiwanie wrzesień okazał się bardzo intensywnym miesiącem. Sama nawet nie wiem, jakim cudem udało mi się przyswoić tyle treści biorąc pod uwagę, że był przecież Tour de France i Mistrzostwa Świata, więc większość czasu spędziłam siedząc na kanapie i patrząc jak stu facetów jeździ na rowerze. Są książki, są seriale (i to ile!), są nawet gry. Co tu zaszło - nie wiem. 

Książki

"Muzyka milczącego świata" Patrick Rothfuss 7,5/10
Przyjemna książeczka. Ogółem mój stosunek do Rothfussa jest taki, że lubię, że pisze niesamowicie wciągająco, że uwielbiam jego magiczny uniwersytet (lubię motyw magicznej szkoły) i magię opartą na chemii. Natomiast poziom żenady w tomie drugim, gdzie prawiczek Kvothe tak wydupcył jakąś nimfę od miłości, że się w nim na zabój zakochała trochę przebił sufit i tłumaczenie, że to tak specjalnie, bo Kvothe jest dupkiem i kłamie w swojej opowieści mnie nie przekonuje, bo czy do tego doszło "naprawdę", czy tylko w jego wyobraźni to wciąż jest żenująco złe nawet jak na książkę, w której wszystko co się rusza jest zakochane w głównym bohaterze. Mitologia tego świata też nie jest, khem, najlepsza. No ale tego wszystkiego nie można powiedzieć, bo to jeden z tych autorów, o których złego słowa nie można powiedzieć.
No ale wracając do "Muzyki..." - jest to przyjemna lektura na popołudnie, malownicza, elegancka, poetycka. Dowiadujemy się nieco więcej o Auri i o tym, jak widzi świat. To taka, hm, impresja.
Natomiast posłowie autora o tym, że książka, która nie jest bita od sztancy nie ma szans na rynku jest przykra. Szczególnie, że recenzje na Goodreads to potwierdzają.
Ech, doktorze Adder, gdzie jesteś. Świat jest chory i potrzebuje twojego brokatu.

"Gry Nemesis" James S.A. Corey 8/10
LUDZIE NIE WIERZĘ TU BYŁY POSTACIE!!!ONEONEJEDEN!!!1111
Pierwsza naprawdę fajna książka z tego cyklu. Są bohaterowie O_o Amos jest miłością <3

Prochy Babilonu James S.A. Corey 6/10
Chyba jedna dobra książka to maks, co może dać ta seria. Nie jest jakoś strasznie i Marco jest ciekawą postacią (żenujący typ dobry w udawaniu, że jest cool), ale spadek poziomu po "Grach..." jest szokujący.
Michio Pa jest jaką pomyłką ewolucji, nie jest tak potworna jak Anna (której oczywiście nie mogło zabraknąć, na szczęście jest jej mało), ale i tak jest nie do zniesienia, ona, jej małżeńskie (khem) dramaty i przede wszystkim to, że autorzy koniecznie chcą z niej zrobić kogoś charyzmatycznego i ważnego w tej opowieści a tymczasem od pierwszego pojawienia się ona jest wręcz agresywnie bezbarwna. Fuj. 
Naprawdę dotarłam chyba do momentu pewnego zmęczenia tą serią i na razie sobie odpuszczę. Odetchnę czymś innym i wrócę. 

Aha - tłumaczenie obu oczywiście daremne. 

"W górach szaleństwa" H.P. Lovecraft 9/10
Pierwszy z dwóch planowanych tomów z ilustracjami Barrangera. Ilustracje przepiękne, lepsze nawet niż w "Zewie Cthulhu". Tłumaczenie również cudowne. Sama powieść, cóż, nie tylko Lovecraft, ale jeszcze Antarktyka do której mnie wciąż ciągnie po Terrorze (tak, Terror dzieje się w Arktyce, ale badania Antarktydy są tam wspominane). Mniut i nie mogę się doczekać drugiego tomu. 

"Olimpijki" Anna Sulińska 9/10
Ogółem to było tak, że zaczęłam czytać "Abominację" Simmonsa, ale że to cegła, to chciałam jakoś w międzyczasie podczytywać sobie jakiś reportaż z Czarnego. I jak wsiąkłam w te Olimpijki to skończyłam ze w dwa dni a Simmons stoi nietknięty. 
Świetny reportaż, połowę od jednego depnięcia przeczytałam, co mam mówić więcej? 

Seriale

"Lucyfer" sezon 4 6,5/10
Eeee...? Słabo. Na plus to, jak zagrany został Michał, ale z kolei scenariusz był strasznie biedny, nie wspominając o tym, że cały ten sezon popchnął fabułę dokładnie ani trochę. Już poprzedni sezon sugerował, że od przejęcia przez Netflix będzie tylko gorzej, ale zakończenie mi się podobało i liczyłam, że pewien pośpiech i głupie rozwiązania wynikają z konieczności zakończenia wątków i całego serialu. A tymczasem mamy nowy sezon, krótki i o niczym.
Ponieważ Lucek się ogarnął, to zarżnięty został motorek napędowy wątków osobistych bohaterów, dlatego też nagle Decker musi zachowywać się tak irracjonalnie jak to tylko możliwe, a my mamy to brać za dobrą monetę. Byłam trochę w szoku, kiedy przypomniałam sobie, że to ma być dzieciata rozwódka, nie piętnastolatka.
Ten serial zawsze był głupi i na tym polegał jego urok, jednak robił też ogromne postępy. Z odcinka na odcinek praktycznie wszystko się w nim poprawiało, szczególnie scenariusz... aż go skasowano i niestety zmartwychwstał lekko nadgnity. Szkoda. Naprawdę w tym sezonie podobała mi się wyłącznie *idea* Michała, bo położono ją na całej linii. To co rozwiązuje się w drugim odcinku powinno być materiałem na cały sezon. Reszta, w większości, nie powinna w ogóle się pojawić.
A zakończenie - żenujące. Prawdę mówiąc nie sądzę, żebym oglądała kolejny sezon, chyba że już nie będzie nic innego do puszczenia w tle do robienia na drutach.

Marcella sezon 3 7,5/10
Jest przede wszystkim zupełnie inaczej. Spoko, ale to już nie czasy pierwszego sezonu, kiedy to był serial, który spełnia marzenia. Najbardziej mi się chyba podobał ten chłopak z zespołem downa, cały ten wątek był super. 

Des 8/10
Miniserial o Dennisie Nilsenie. W roli tytułowej David Tennant. Ogółem na plus i aktorsko fajny, i kostiumy i klimat. Jedyne co, to że nie jest... porywający. Było zaledwie kilka scen, gdzie Nilsen zrywa się ze smyczy i jest nieco spektakularnie. Rozumiem, że taka była intencja twórców, którzy chcieli pokazać właśnie tę mniej spektakularną, bardziej uciążliwą i frustrującą stronę pracy policji, więc trudno nazwać to zarzutem per se. Po prostu nie do końca trafiło to w moje gusta. Na uwagę z pewnością zasługuje fakt, że jest to właśnie serial o dochodzeniu, o poszukiwaniu nie tylko prawdy ale też dowodów, które przekonają sąd. Obnaża pewne niedostatki systemu. W skrócie: zaczynamy od złapania seryjnego mordercy a dopiero potem musimy udowodnić że to do czego się przyznaje - w wielu słowach ale małej ilości treści - naprawdę zrobił. 
To solidna produkcja, którą warto obejrzeć.

I'm not ok with this 6,5/10
Oczywiście, że został skasowany, więc od razu powiem, że nie traćcie czasu: pierwszy sezon to dopiero bardzo ogólny i powolny wstęp do całej historii. Na razie dzieje się tu niewiele, jakieś szkolne dramaty, dosłownie jak pierwszy rozdział komiksu. 
Jest to nowy serial twórców "End of the Fucking World", więc skłamałabym wierutnie twierdząc, że nie miałam oczekiwań, aczkolwiek oczywiście nie spodziewałam się dokładnie takiego samego serialu. Liczyłam jednak na makabrycznie absurdalny humor i go nie dostałam. 
Gdyby nie to, że został skasowany (ponoć ze względu na koronalia) to pewnie bym go poleciał do obejrzenia, ale raczej już po tym, jak wyjdzie drugi sezon, w którym wreszcie coś się stanie. 

Niewyjaśnione tajemnice 7,5/10
Bardzo różnorodny, niektóre historie naprawdę fascynujące, inne frustrujące ponad wszelkie wyobrażenie. Odcinek o kosmitach sobie odpuściłam, za to ten o Francuzach był miodny. 

The Terror
Na czerwono, ale bez oceny, bo zdołałam przetrwać zaledwie półtora odcinka. Może w jakimś akcie desperacji jednak kiedyś do niego wrócę, ale jak na razie zmiany względem książki to było dla mnie za dużo. Przede wszystkim chodzi o postać Jamesa Fitzjamesa. W serialu dosłownie od pierwszego strzała dostajemy informację, że to jakiś skończony dupek, podczas gdy w książce stanowi on młody, wykształcony, dość idealistyczny kontrast dla starego, sfrustrowanego alkoholika Croziera. I to jest ważne, bo w chwili próby tych dwóch mężczyzn reaguje zupełnie inaczej. 
Ogółem nie będę biegać po okolicy i krzyczeć, że serial jest do dupy, bo go ostatecznie nie widziałam, ale, cóż, po prostu idźcie przeczytać książkę. 

(zaczęłam również oglądać "The Boys" oraz "Wyznania morderców", ale to opiszę, jak skończę)

Gry

Z ogłoszeń ogólnych, to nabyłam w końcu nowego pada (Ravcore Spear), więc jakoś tak wyszło, że gram w gry, które lubią pady. 

The Hue 8,5/10
Darmoszka z Epica. Platformówka z zagadkami, lubię. Ładna, przyjemnie się w to gra a przy tym jest to jedna z takich gier, które bardzo cenię - można sobie odpalić na chwilę, pyknąć kilka planszek i wrócić do bycia dorosłym człowiekiem. 

Prince of Persia 2008 10/10
Kocham tę grę, przechodzę ją po raz n-ty, jest równie piękna jak była w 2008, a chemia między bohaterami sprawia, że świat staje się lepszy <3 (uprzedzając pytania, tak, to ten POP dla dziewczyn, ten w którym nie można zginąć, ten ładny).

Cuphead 10/10
Ta gra jest tak solidna, piękna, konsekwentna w swoim stylu i trudna, że nie wiem, czy tu w ogóle jest o czym rozmawiać. Czy mnie porwała ponad wszelkie wyobrażenie? Nie. Ale to chyba po prostu nie jest tego rodzaju gra. 


Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia