Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anime. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anime. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 lipca 2026

[Rachunek za] Pierwsze sześć miesięcy roku 2026

Na początku tego roku podjęłam decyzję o kilku wyzwaniach opartych na liczbie 6. Sądzę więc, że powinnam coś o nich napisać po 6 miesiącach roku. 

1. C.J. Cherryh - 3/6

  1. "Faded Sun: Kesrith"
  2. "Faded Sun: Shon'jir"
  3. "Faded Sun: Kutath"
  4. "Serpents Reach"
  5. "Downbelow Station"
  6. "Wave Without a Shore"

Ponieważ pierwsze trzy powieści z tej listy stanowią całość, to jestem całkiem zaawansowana w tym akurat wyzwaniu. Na "Serpent's Reach" umówiona jestem na drugą połowę sierpnia, co sprawia, że zupełnie realne jest przeczytanie "Downbelow Station" na jesieni. "Wave Without a Shore" jest jednak mniej prawdopodobne. Tutaj opóźnienie wynika głównie ze strony moje partnera (ale nie mam najmniejszych pretensji, po prostu tak się ułożyło żyćko). Generalnie - jestem zadowolona. 
 

2. Klasyki - 2/6

  1. "Anna Karenina" Lew Tołstoj
  2. "Wichrowe wzgórza" Emily Bronte
  3. "Faraon" Bolesław Prus
  4. "Egipcjanin Sinuhe" Mika Waltari
  5. "Ojciec i syn" Karol Bunsch
  6. "Droga donikąd" Józef Mackiewicz



Wyzwanie klasykowe zaczęło się z grubej rury od Anny Kareniny, która choć szybkoczytająca się to jednak zajęła mi duuużo czasu. Do tego zaraz potem połknęłam "Wichrowe wzgórza", potem jednak inne zobowiązania i lektury odciągnęły mnie od tej listy. Ale powracam! Któraś z egipskich powieści pojedzie ze mną na urlop (jeszcze nie wiem, która), kolejną chciałabym przeczytać w październiku. Być może zmieszczę gdzieś w międzyczasie Bunscha. Jeśli chodzi o Mackiewicza to nie bardzo widzę szanse, ale jeszcze go nie skreślam. 

3. Książki ze Styrty Zażenowania 

  1. "Faded Sun"
  2. "Wave Without a Shore"
  3. "Guns, Germs and Steel"
  4. "Zew nocnego ptaka"
  5. "Dzieci Czasu"
  6. "Gdy leżę konając"


Tutaj zażenowanie jednak się utrzymuje. Przeczytałam na razie jedną książkę ("Faded Sun"), kuszą mnie okazjonalnie to Faulkner, to Diamond (Cherryh jest czytana wspólnie, więc tutaj nie bardzo mam opcje) ale zawsze coś mnie odciągnie. Rozważam Dimonda na drugą połowę urlopu. Najgorzej ma się sprawa z cegłami od Vespera, trochę czuję presję z ich strony. Te książki oczywiście nie są tak długie, na jakie wyglądają, bo Vesper nie ma szacunku do miejsca na naszych półkach, ale to z kolei oznacza, że mamy do czynienia z dość nieporęcznymi tomiszczami. Realnie przewiduję lekturę raczej na jesień, już po zakończeniu sezonu rowerowego (nawet mimo rozmiarów tych tomiszcz). 

4. 15000 stron - 6989/15000

Jestem na górce, nawet jeśli w dwóch miesiącach (lutym i czerwcu) nie udało mi się doczytać do 1000 stron. Jest więc ok, ale nie można osiadać na laurach. Mam nadzieję, że wpadka lutowa już się nie powtórzy, chociaż wtedy odciągał mnie od książek sport i to samo totalnie wydarzy się w lipcu. O czerwiec obwiniam chorobę, bo chociaż i tak czytałam niewiele to w dwa tygodnie najgorszego samopoczucia przeczytałam poniżej 90 stron. 

5. 52 książki punkty 

Jeśli chodzi o przeczytane książki, to na koniec czerwca było ich 23 sztuki, ale to wlicza komiksy i audiobooki. Bez szału, ale też nie mam zamiaru się biczować. Poczytałam w tym roku trochę cegieł i to doceniam znacznie bardziej niż jakieś ilościowe rekordy, chociaż wolałabym zdecydowanie po prostu więcej czasu dziennie przeznaczać na czytanie. 
Punktowo wychodzi za to bardzo obiecująco! Uzbierałam już 32 punkty, głównie za sprawą objętości (książki powyżej 500 stron dostają 2 pkt) oraz własności (wciąż staram się czyścić półki). Swoje dołożyła też książka po rosyjsku. Na minus poszły audiobooki i komiksy. Generalnie jestem zadowolona i kolejny raz uważam, że ta punktacja dość dobrze odzwierciedla moje wrażenia z dotychczasowych lektur. 

6. Czytać po rosyjsku

  1. Се́мьдесят два гра́дуса ни́же нуля́
Może ta lista nie wygląda imponująco, ale jestem z siebie bardzo zadowolona. Poczyniłam wyraźne postępy i nauczyłam się sporo o samej nauce języka. Zdecydowanie dobrze podziałało to, że "Се́мьдесят два гра́дуса ни́же нуля́" były jedyną książką, którą w tym czasie czytałam. Nie było, ze boli, że się nie chce - to się czytało, więc się czytało. To bardzo pomogło moim oczom przyzwyczaić się do cyrylicy. Ponieważ po rosyjsku wciąż czytam dość wolno - ale dużo lepiej, niż kiedy zaczynałam powieść Sanina! - to nie wiem, czy w tym roku jeszcze coś przeczytam po rosyjsku, ale tę część wyzwania zaliczam na duży plus! 

Pozostałe

Anime

Jak na razie to obejrzałam "Ruchomy zamek Hauru", ale nie zaliczam go do tego wyzwania, bo chodziło o zapoznanie się z jakąś nową serią a nie odświeżeniem klasyka. Ogółem o tym planie przypomniałam sobie pisząc tego posta, więc sami widzicie, jak się sprawy mają. 

Filmy

  1. Avatar III
  2. Ruchomy zamek Hauru
  3. Salvatore Giuliano
Szału nie ma. Moja niemoc filmowa trwa. Z drugiej strony nie widzę sensu w zmuszaniu się do oglądania czegoś. Zobaczymy jak się sprawy potoczą. 


Seriale

Nie jestem pewna, czy oglądałam w tym roku cokolwiek, może jakiś jeden odcinek "Z Archiwum X". 



Tyle raportu, ale co z podsumowaniem? Chociaż generalnie jestem dość zadowolona z tego roku, to z wyzwaniami idzie już tak sobie. Z wymienionych z tytułu książek przeczytałam 6/18, czyli 1/3 a nie połowę. Oczywiście są też plusy - ilość przeczytanych stron, książka po rosyjsku czy wynik punktowy. Jest nieźle. 

Czytaj dalej »

piątek, 1 maja 2026

[Rachunek za] Kwiecień 2026

Kwiecień był miesiącem nadrabiania strat. Intensywnym tak bardzo że sama się zdziwiłam, że to wszystko odbyło się w jednym miesiącu. Mocno nadrobiłam straty w ilości przeczytanych stron (wyszło 1750! wciąż jestem w szoku), spontanicznie przypomniałam sobie "Ruchomy zamek", skończyłam świetne "Gasnące słońce", zapoznałam się z rewelacyjnymi "Grzesznymi chłopcami" (nareszcie dobra książka na kklub PIWu!). Nawet obejrzałam dwa filmy! Pozostaje mieć nadzieję, że ten trend się utrzyma. 


Ksiażki 

Howl's Moving Castle "Welsh Rugby"/10

Nie wiem, który raz czytałam tę książkę. Chyba czwarty...? Buja za każdym razem. I powtórzę po raz tysięczny: bez znajomości książki oglądanie filmu nie ma sensu. Diana Wynne Jones była osobą obdarzoną niezwykłym talentem do... pewniej sympatycznej ironii. Jej bohaterowie są często w równym stopniu niezwykli i śmieszni, trochę głupkowaci, naiwni, szlachetni, narwani i rozkojarzeni. 

Pomijając dwa fragmenty, które naprawdę są nieco za bardzo dla dzieci jak na mój starczy gust, jest to świetna książka, od której nie sposób się oderwać za to łatwo popłakać się że śmiechu. 




There Is No Antimemetics Division ⬛⬛⬛⬛⬛⬛ /10

Ależ to była dzika jazda. Jak lubicie SCP, to nie muszę pisać nic więcej. Jak nie wiecie co to jest SCP, to chcecie się dowiedzieć. No a "There Is No Antimemetics Division" to właśnie powieść w tej konwencji, że tak powiem, bo pierwotnie pojawiła się na wiki jako odcinkowa seria. 

Trudno jest jakoś zarysować o czym jest ta powieść, skoro jest o zapominaniu. I to nie w taki refleksyjny sposób jak "Podziemie pamięci" Ogawy, ale w wariacki sposób gdzieś z pogranicza Lovecrafta i Z Archiwum X. 

To ten rodzaj intelektualnej zabawy, gdzie bierzemy jakaś koncepcję z gatunku "co by było gdyby" a potem wyciągamy z niej wnioski aż połamiemy rzeczywistość. I potem idziemy jeszcze kilka kroków dalej. 

Świetna rzecz, bardzo polecam. 


Faded Sun: Kutath 8,5/10

Nareszcie udało mi się skończyć czytanie trylogii Gasnącego Słońca. Zaczęłam w lutym, jestem zażenowana tym ile to trwało i raczej niewiele zmienia jakie tam klubowe powinności mnie usprawiedliwiają. Z pewnością ten długi czas lektury nie ma nic wspólnego z samym tekstem, który jest wspaniały. 

Tak jak pierwszy tom skupiał się (zarówno pod względem nastroju jak i fabuły) na desperacji i opuszczeniu Nuina, jak drugi był o opresyjnej samotności Duncana, tak tom trzeci to bardziej konfrontacja oraz tak lubiane przez Cherryh dynamiczne zakończenie. Czego tu nie ma! Zwroty akcji, przeszłość niejednego świata, interpretacje wydarzeń z różnych punktów widzenia, wybuchy, pościgi... 




Grzeszni chłopcy "geje tajpeje"/10

To może być największe odkrycie tego roku. I zaskoczenie. Moje dotychczasowe doświadczenia z literaturą chińską nie były dobre, więc obawiałam się straszliwego gówna. A dostałam rewelacyjną powieść. Gorzką, miejscami zabawną, zgrubsza straszną - śledzimy losy grupki młodych homoseksualistów, w większości wyrzuconych z domów, skupionych wokół pewnego parku w Tajpej. Autor odmalowuje nam wspaniałą galerię postaci, od dramatycznych i na poły legendarnych, bo zwyczajnych, żałosnych, czasem upośledzonych umysłowo. Miesza się tu ohydna dorosłość ich życia z tym, że mamy do czynienia z dziećmi. Ci chłopcy pewnego dnia pojadą na rowerach wykąpać się w rzece i zjedzą lody u zaprzyjaźnionego sprzedawcy... Lody za które zapłacą pieniędzmi zarobionymi poprzedniej nocy w dworcowym kiblu. Świetna rzecz, szkoda że to jedyna powieść w dorobku autora. 



Audiobooki

Weavers, Scribes, and Kings: A New History of the Ancient Near East 10/10

Amanda H. Podany na podstawie zachowanych tabliczek klinowych oraz badań archeologicznych odmalowuje niezwykle barwny obraz mieszkańców dawnej Mezopotamii. Może sobie na to pozwolić, ponieważ do naszych czasów przetrwały nie tylko dzieła literackie czy dokumenty wagi państwowej ale również osobista korespondencja zwyczajnych ludzi - chociażby despotycznego ojca, który wysyła zirytowane ponaglenia do dorosłego syna prowadzącego odział rodzinnej formy w innym mieście. 

To szczegółowa książka popularnonaukowa, dająca dobry, szeroki ogląd sytuacji politycznej i społecznej wielu państw na przestrzeni wielu stuleci, która nieustannie pozostaje blisko swoich bohaterów, czy to pomniejszej szwaczki, czy króla, o którym uczy się w podstawówce każde dziecko. 

Wspaniała książka i mam nadzieję, że ktoś wyda ją po polsku. 

Angielski audiobook, sprawnie czytany przez autorkę (!) dostępny jest na Storytelu. 


Chiny jednego dziecka "800 minus i jego konsekwencje"/10

Prześladują mnie ostatnio te Chiny ;) Reportaż trójki autorów pokazuje zarówno teorię i praktykę polityki jednego dziecka a także jej konsekwencje, wyraźnie widoczne w wielu aspektach życia codziennego mieszkańców Państwa Środka. Totalitarne reżimy mają to do siebie, że mogą przeprowadzać działania na skalę niemożliwą w innych okolicznościach. Czasem to wysłanie człowieka w kosmos. Czasem zawracanie rzek i katastrofy ekologiczne. A czasem kompletne zaburzenie równowagi płci w społeczeństwie, rozregulowanie życia rodzinnego i ekonomii. Co najgorsze - takie zmiany mogą okazać się niemożliwe do cofnięcia. Chiński rząd już wiele lat temu zorientował się że źle się dzieje, ale jego działania są równie oderwane od rzeczywistości jak kiedy politykę jednego dziecka wprowadzano. 

Ciekawa lektura, mówi wiele o życiu codziennym we współczesnych Chinach i kulturze chińskiej w ogóle. Polecam. 

(audiobook dostępny na Storytelu, książka sama w sobie - wszędzie, dopiero co miała premierę ;)) 


Filmy 

Ruchomy zamek Hauru "nie jestem już piękny, moje życie straciło sens"/10

Odświeżony w ramach filmu miesiąca na klubie książkowym, w środku nocy przed Wielkanocą w trakcie pieczenia chleba. Piszę o tym, bo było coś magicznego w tych okolicznościach. Noc, cisza, swego rodzaju pustka - to mi dało przestrzeń do skupienia się na filmie. A film... zachwyca za każdym razem. Nie wiem nawet ile razy go widziałam. Trzy? Pięć? To jeden z tych przypadków, gdzie wielokrotne powroty tylko dziełu służą, ponieważ można skupiać się na innych jego aspektach. Od kilku moich sensów to jest animacja - trzeci plan, na którym zawsze coś się dzieje. Kwiatki na łące, które wszystkie się ruszają. Piękny, piękny to jest film. 

Jak pisałam wyżej - nie sposób w pełni go docenić, jeśli nie zna się książki bo to fascynujący przykład adaptacji, która jest niezwykle wierna a jednak pomija takie drobiazgi jak fabuła. Widać, że twórcy znają książkę na pamięć i bardzo ją lubią. Różne sceny, których pozornie w pierwowzorze nie ma tak naprawdę zostały twórczo przekształcone i choć zupełnie inne to są łatwo rozpoznawalne, ale wykorzystują książkowe motywy dla podkreślenia antywojennej wymowy filmu. Ot chociażby sam początek: w animacji Sophie zostaje zaczepiona przez żołnierzy i uratowana przez Howla, który potem zabiera ją na spacer w chmurach. W książce Sophie zostaje zaczepiona przez Howla (który tak jak żołnierz w filmie nazywa ją myszką) a spacer w chmurach znajduje się na samym końcu powieści w zupełnie innym kontekście. Scenariusz został skonstruowany równie pieczołowicie co film zanimowany, choć bez znajomości pierwowzoru naprawdę trudno to zauważyć i docenić.  


Salvatore Guliano  "Sicilia is not Italy"/10

Tytułowy bohater to postać historyczna. Bandyta, który rozpoczął współpracę z sycylijskimi separatystami i działał na rzecz niepodległości wyspy. Nazywa się go czasem sycylijskim Robin Hoodem. Jak łatwo się domyślić, postać kontrowersyjna. Urodził się w roku 1922, zginął w niejasnych okolicznościach w roku 1950. I to właśnie śmierć Guliano jest punktem wyjścia dla filmu Francesco Rossiego "Salvatore Guiliano" z roku 1961, a więc nie tak długo po wydarzeniach. 

Film skonstruowany jest bardzo ciekawie: zaczyna się od znalezienia ciała tytułowego bohatera i w ramach śledztwa w sprawie odkrywa jego przeszłość oraz pokazuje proces jego wspólników (a może i zabójców). Mamy sporo retrospekcji, mamy też sceny przesłuchań na sali sądowej. 

Jest to produkcja niewątpliwie interesująca zarówno pod względem konstrukcji jak i tematu, ma jednak jedną zasadniczą wadę: to jest film publicystyczny, skierowany do odbiorcy Sycylijskiego a z pewnością dobrze zorientowanego w sprawie, kogoś kto opisywane wydarzenia albo przeżył, albo przynajmniej śledził w gazetach. Dlatego miejscami naprawdę trudno nadążać za wydarzeniami, brakuje kontekstu. Gdybym nie miała bardzo ogólnego pojęcia o czym to będzie i nie oglądała tego z osobą, która była w stanie mi cokolwiek dopowiedzieć, nie wiem, ile bym zrozumiała. Natomiast, jeśli wykona się pewien wysiłek mający na calu zapoznanie się chociaż ogólnie z najważniejszymi punktami działalności Guliano oraz ówczesnej sytuacji politycznej na Sycylii warto ten film obejrzeć. 

Czego nie warto robić, to sięgać po film "Sycylijczyk" na podstawie powieści Mario Puzo pod tym samym tytułem. Chciałam się zapoznać i z tą wersją, ale porażający amerykański debilizm tej produkcji sprawił, że wyłączyłam ją po jakichś piętnastu minutach. Nie polecam. 



Plany na maj? Dużo klubowych lektur i filmów do obejrzenia, ale mam nadzieję, że uda mi się utrzymać dobre tempo oraz przeczytać coś nie-klubowego ;)


Czytaj dalej »

sobota, 1 lutego 2025

[Rachunek za] Styczeń 2025

Nie uwierzycie - to był dziwny miesiąc :D ale tak serio, to był dziwny miesiąc, mianowicie tak się złożyło że tylko w ostatnim tygodniu przepracowałam pełne 5 dni. Tu święto, tam święto, tam jakiś odebrany dzień... I mi wyszły same długie weekendy. Polecam. 

 

Książki

Taipi 8,5/10

Debiutancka powieść Melville'a, która przyniosła mu wielką sławę. Fabularyzowane (nie tylko w formie ale i treści) wspomnienia z pobytu wśród mieszkańców Nuku Hivy. Świetna książka, miejscami przewspaniale zjadliwa, pełna ironii, humoru i zwyczajnej kpiny. Znacznie mniej gęsta niż Moby Dick, dobra na początek z tym autorem, tak myślę. 

Melville, czerpiąc ze swoich osobistych doświadczeń, których mu w życiu nie brakowało, nie tylko opisuje swój pobyt wśród (domniemanych) kanibali, sporo czasu poświęcając ich zwyczajom i stylowi życia, ale również, a może przede wszystkim, krytykuje kolonializm i religię. Można się zakwiczeć ze śmiechu, sporo dowiedzieć (Melville zmyśla przygody Tommo, ale opiera się na prawdziwych badaniach oraz własnych doświadczeniach) a ostatecznie przeczytać bardzo trzeźwą ocenę podłych postępków różnorakich krzewicieli "cywilizacji". Daje to ciekawe spojrzenie na czasy, o których dość czesto opowiada się w raczej jednostronny sposób. To znaczy, oczywiście, że działy się wtedy bardzo złe rzeczy, ale to nie oznacza, że wszyscy je popierali lub brali w nich udział. Nie piszę tego, by kogokolwiek usprawiedliwiać, ale by zaznaczyć, że to te same czasy, w których - lub na bazie doświadczeń których - wiele złych rzeczy zostało ostatecznie ukróconych. Melville w ogóle, nie tylko tutaj, był człowiekiem bezlitośnie krytycznym wobec wielu praktyk szeroko pojętego Zachodu. 

Chociaż książka ta bardzo różni się od Moby Dicka pod względem formalnym (tj. nie zawiera żadnych eksperymentów), już tutaj widać coś, co uważam za najbardziej dla tego autora charakterystyczne: wieloznaczność. Melville nie daje odpowiedzi (lub może daje ich wiele, niekoniecznie zgodnych ze sobą), przedstawia po prostu problemy z różnych stron podkreślając to właśnie, że sytuacja nie jest niejednoznaczna, że można ją różnorodnie interpretować w zależności od punku widzenia i nie twierdzi ani że jeden z tych punktów jest prawidłowy ani że prawidłowe są wszystkie. 

Chociaż pozornie życie w dolinie Taipi wydaje się utopijne, Melville dostrzega jego wady z perspektywy człowieka cywilizacji Zachodniej jednocześnie stawiając pytanie, czy antyintelektualny charakter codzienności Taipisów jest naprawdę taki zły... albo taki dobry. Choć można tę książkę odczytać jako przygodówkę dość złośliwie sobie poczynającą względem współczesnych jej wydarzeń, to myślę, że jest w niej o wiele więcej. 


Czekanie na smoka "co się dzieje"/10

Kiedy zaczęłam czytać tę książkę znalazłam jakąś recenzję, której autor, parafrazując napisał "Ani przez moment nie miałem pojęcia o co w tym chodzi". I rozbawiło mnie to wielce, bo byłam młoda, naiwna i wciąż jeszcze czytałam pierwsze trzy rozdziały. Potem okazało się jednak, że kompletnie pozbawiona sensu przedmowa Scotta Lyncha nie wzięła się znikąd za to autor napotkanej przeze mnie recenzji miał z grubsza rację. Ja osobiście wiedziałam co się dzieje przez te pierwsze trzy rozdziały, które wprowadzają nam bohaterów i świat. Ale potem? Nie mam pojęcia. 

Wiele recenzentów powieści Forda mówi o tym, że przeszkadzał im w lekturze brak znajomości historii Anglii i w tym upatrują problemów ze zrozumieniem, co się tam do diabła dzieje. Otóż nie zgadzam się. Nie zgadzam się ani jako człowiek, ani jako obywatel, ani jako osoba, która pracę magisterką napisała o kreacji świata w historii alternatywnej. Te wszystkie brakujące informacje powinny znaleźć się w tej książce, bo to jedno mieć jakieś pojęcie o Ryszardzie III a inne żeby odnaleźć się w świecie historii alternatywnej, gdzie naprawdę dużo się pozmieniało (w tym kontekście zresztą absurdem jest to, jak mało zmienia się historia Ryszarda). A to wszystko to i tak jest pikuś, kiedy weźmie się pod uwagę to jak ta fabuła po prostu nie ma najmniejszego sensu czy się kuma zmiany poczynione przez autora, czy nie. Ta książka jest napisana w taki sposób, że równie dobrze mogłaby być w innym języku, języku, którego kompletnie nie znam. Bohaterowie robią różne rzeczy i nie tylko nie wiadomo dlaczego, ale często nie wiadomo co właściwie się dzieje. 

Dlatego trudno jest mi nawet jakoś zarysować fabułę, czy nawet w jednym zdaniu wspomnieć o konstrukcji świata, bo najwięcej na jego temat można się dowiedzieć z posłowia autora, gdzie łaskawie wspomina nam to i owo. A i to nie wyjaśnia, o co właściwie chodziło w fabule przez większość czasu. 

Nie polecam. 


Diaspora 7/10

Moje drugie spotkanie z Eganem. Potrzebowałam tego. Potrzebowałam twardej SF. Za mało ostatnio czytam fantastyki i to takiej solidnie odlecianej, dlatego "Diaspora" podpasowała mi bardzo. Moje zdanie na temat Egana, wyrobione dawno temu lekturą "Kwarantanny" pozostaje w mocy: to gość, który ma absolutnie rewelacyjne pomysły, ale niestety nie jest zbyt dobrym powieściopisarzem. Zupełnie serio myślę, że wszystkim nam było wygodniej, gdyby pisał po prostu książki popularno-naukowe (albo zgoła naukowe) na temat swoich pomysłów i nie bawił się w dorabianie im fabuły, która właściwie jest tylko pretekstem do tego, żeby bohaterowie rozmawiali sobie o zmyślonej fizyce. 

Popytałam jednak i podobno opowiadania Egana znacznie mniej cierpią na tę przypadłość, jestem więc bardzo ciekawa. Obawiam się tylko, że żaden ze zbiorów nie został przetłumaczony na polski, no ale cóż, trzeba będzie po prostu po angielsku. 


Filmy:

Zemsta Pingwina 9/10

Uwielbiam animacje studia Aardman, co tu kryć, nie jestem pod tym względem oryginalna. Do nowego Wallace'a i Grommita dobiegłam więc jak polityk do koryta. I było warto. Film jest świetny, doskonale nawiązuje do klasyki kina, daje nam gromadkę świetnych postaci, jest gdzie trzeba bawet dość niepokojący a stworzenie tak straszliwej postaci jak Feathers McGraw z plasteliny zasługuje na jakieś osobne wyróżnienie. 

Film jest na netflixie, więc jeśli jeszcze macie subskrypcję, to lećcie oglądać. 


Gry 

Astral Ascent 

Wciągnęłam się. Podoba mi się klimat taki trochę rodem z anime (w dobrym sensie), podoba mi się wiele elementów gameplayu. Wieje to mocno Hadesem ale w najlepszym sensie. Jedno co, że jest to gra znacznie od Hadesa łatwiejsza, niemniej rekompensuje to satysfakcjonującym zabijaniem mobków. Czy to jest najgłębsza, najlepsza, najmądrzejsza gra świata? Nie, ale nie mam wrażenia, że próbuje taka być. Nie jest też tak nastawiona na humor, jak inna gra tych samych twórców - Dead Cells. Jak pisałam jednak, jest tu wiele rozwiązań bliższych w duchu Hadesowi niż tej właśnie grze. 

Mamy kilkoro bohaterów do wyboru, każdy wymusza nieco inny styl gry, do tego kilka rodzajów wzmocnień, co pozwala na pewną zabawę buildem w każdym runie, dodatkowe efekty, dwa rodzaje wsparcia od innych postaci, fabułę, która swoją logiką trzyma się blisko klimatów anime. 


Z rzeczy innych, to ostatniego dnia miesiąca zaczął się Turniej Sześciu Narodów, czyli półtora miesiąca rugby. Jest to jedna z niewielu imprez w tym sporcie, który można dość łatwo obejrzeć (pozostałe zawody są niestety często poukrywane za paywallami - i nie przeszkadzałoby mi zapłacenie za transmisję, gdyby nie to, że ceny są kosmiczne), więc jaram się bardzo. 

Plany czytelnicze obejmują w tym momencie właściwie wyłącznie klub czytelniczy PIWu oraz w dalszej perspektywie Targi Książki. Ponieważ Legimi posysa zrobię tam sobie jaki-taki przegląd, co jeszcze zostało i na podstawie tego zdecyduję, kiedy zrezygnować z subskrypcji, bo że to zrobię to pewnik. Przeprosiłam się z Biblioteką Raczyńskich, ale powiem wam, że nie jest łatwo, bo przez te parę lat, jak tam nie zaglądałam zadziało się tak źle, jak słyszałam plotki. Praktycznie nie ma żadnych starych książek (np. Bunscha... serio) tak samo jak większości... nowszych. Nie wiem, co oni tam kupują, ale praktycznie nic, co mnie interesuje a stare chyba wywalają na śmietnik. Nie polecam. 

Czytaj dalej »

piątek, 3 stycznia 2025

[Rachunek za] Rok 2024 - filmy

 Książkowe podsumowanie znajdziecie tutaj.


Co widziałam? 
W 2024 obejrzałam 18 filmów, w tym 4 dokumentalne i 2 animacje. Większość na licznych streamingach. Rok zaczął się przyjemnie - Renfieldem, który jest akurat na tyle niepoważny, żeby bawić przez cały czas. Polecam, do zobaczenia na Sky Showtime. Ostatni film 2022 - Paddington 2 również jest wielce godzien uwagi (znajdziecie go na Amazon Prime). 

Najlepszy film fabularny
Filmy fabularne zdecydowanie dominowały w tym roku i niemal wszystkie są godne uwagi. Niemniej, nominowani w kategorii najlepszy film fabularny to: 

Gangubai Kathiawadi, Chłopiec i czapla, Opadające liście, Na rauszu

Kusiło mnie dorzucenie tutaj i Paddingtona 2 ale to jednak trochę inny kaliber. Z tej czwórki zresztą wcale nie jest łatwo wybrać. Gangubai jest wybitna pod każdym względem, jak to zwykle u Bhansaliego. Chłopiec i czapla dokonał niemożliwego - to film Miyazakiego, który naprawdę mnie zachwycił. I ta muzyka! Opadające liście są przepięknie, takie niezręczne, przyziemne, codzienne i prawdziwe. Na rauszu zaś to film o wesołych pijakach, świeży oddech po abstynenckich wysrywach, których pełno ostatnio w internecie. Co spojrzę na któryś z tych plakatów, to myślę sobie, że tak, to jest ten najlepszy. A potem patrzę na następny i jednak ten jest chyba najlepszy. Dlatego wszystkie 4 zajmują pierwsze miejsce ex aequo. 


Gangubai jest do zobaczenia na Netflixie, ale chyba nie ma polskich napisów (więc wam się nie wyświetli jeśli nie macie ustawionego języka aplikacji - nie napisów! - na angielski). Chłopiec i czapla też jest na Netflixie. Opadające liście można wypożyczyć na kilku platformach, chociażby na Nowych Horyzontach za 12,90zł, Uważam, że warto. Na rauszu jest dostępne na Maxie albo do wypożyczenia na TVP VOD za 8zł. 


Najlepszy dokument
Nie będę się nawet bawiła w nominacje. Jakkolwiek zarówno dokument o Maryli jak i ten o Smoleniu są bardzo dobre, to nie mają startu do Wernera Herzoga.

Into the Inferno

Opis tego filmu na upflixie mnie spłakał "Werner Herzog i jego przyjaciel Clive Oppenheimer eksplorują aktywne wulkany na całym świecie." 
No tak, można tak powiedzieć. Można też powiedzieć, że Moby Dick to książka o wprawie na ryby (no, polowanie). Ten film to jakieś metafizyczne doświadczenie, traktuje wulkany jako punkt przejścia pomiędzy światem który rozumiemy i tym, czego pojąć nie można, jako granicę między światem ludzi a światem... nieludzkim. A wszystko to z jakąś chorobliwą intensywnością charakterystyczną dla Herzoga. On patrzy światu w duszę. 


Do zobaczenia na Netflixie. 


Najgorszy film 
Tutaj oskarżonych jest dwóch: 
Invictus, Hrabia Monte Christo 


Invictus jest nudny, bez polotu i bez rugby. Jestem w szoku, że Clint Eastwood zdołał zrobić tak słaby film. W dodatku film sportowy, który nie jest ciekawy - nie wiedziałam, że to w ogóle możliwe. Ok, powiecie, to biografia. I to nie sportowca ale polityka. Tylko, że ma to być biografia opowiedziana z perspektywy wydarzenia sportowego, które odegrało ogromną rolę w historii. Które zjednoczyło naród, chociaż nie miało prawa tego zrobić. Książka nie jest porywająca, ale jest zdecydowanie, zdecydowanie lepsza. Mimo wszystko jednak słaby film to jeszcze nie to samo co bezczelna próba poprawienia Dumasa. Także filmowy Nicpan wędruje do Hrabiego Monte Christo, gniota o którym dość już się rozpisałam. Zmiana motywacji bohaterów, dodanie bredni w rodzaju templariuszy, okropne zdjęcia, prymitywna muzyka... ba, za sam casting na Eugenię należałby się Nicpan. 


Wszyscy podejrzani w kolejności oglądania: 

Renfield

Ganghubai Kathiawadi

Invictus

Chłopiec i czapla

Maryla. Tak kochałam

Wandea. Zwycięstwo albo śmierć 

Opadające liście 

Into the Inferno

Fighter

Piekło '63

Muminki na Rivierze 

Bohdan Smoleń

Yooper Creoles: Finnish Music in Michigan's Copper Country

Hrabia Monte Christo 

Na rauszu

Kina i Yuk

Paddington

Paddington 2 

Czytaj dalej »

środa, 1 lipca 2020

[Rachunek za] Czerwiec 2020

W czerwcu było zaskakująco mało czytania, jakoś mi zaginął w akcji ten jeden tydzień, ale za to przycisnęłam z planszówkami. 

Książki
Michael J. Sullivan Age of Death 6,5/10
Skok formy w tej serii. Podobała mi się wizja zaświatów, nawet jeśli bardziej w teorii niż w praktyce. 

Michael J. Sullivan Age of Empyre 6,5/10
Końcówka. Niby nie aż tak źle, a jakoś mnie wymęczyło. Mimo wszystko nareszcie dostaliśmy trochę sullivanowania, zwrotów akcji, mordów itd. Podoba mi się rozwiązanie wątku Brin, Tesha i Tressy.

Dan Simmons, Terror 9/10
Będzie pełna recenzja. Tak na szybko mogę napisać, że niesamowicie mi się podobała, mam może jeden zarzut tylko (czasami infodumpy w dialogach były tak samo potworne jak zbędne). Super, super, super. 


Planszówki
Wykreślane Imperium apka 10/10

Wykreślane imperium 8/10

Pierwsi Marsjanie 9/10

Arkham Horror LCG. 8/10
Super gra, szkoda tylko że polityka wydawcy jest taka a nie inna. 


Anime
Vision of Escaflowne
Nie umiem go ocenić. Równie straszne jak zapamiętałam. No ale zawiera Dilandou. Ogółem są w nim rzeczy genialne, ale główna bohaterka i wszystkie jej problemy są takie, że powinno się ją spalić na stosie. 


Filmy
Pacific Rim 7,5/10 
Ten film nie jest reklama anime. On jest podziękowaniem dla anime.





Czytaj dalej »

sobota, 1 lutego 2020

[Rachunek za] Styczeń 2020

Zainspirowana przez Ignacego Trzewiczka postanowiłam robić sobie spisy tego, co skonsumowałam w danym miesiącu. Także, ten, zaczynamy: 

Książki:
Philip Pullman Northern Lights 9/10 
To jest wciąż chyba najlepsza literacko książka dla dzieci, jaką przeczytałam. Uwielbiam i podobała mi się teraz tak samo, jak wiele lat temu, chociaż odebrałam ją nieco inaczej.

Philip Pullman Subtle Knife 4/10
Ogromne zdziwienie. Pamiętałam, ze podobała mi się bardziej niż "Zorza..." i czytałam ją z tego powodu więcej razy. Tymczasem... jest w niej pełno rzeczy, których kompletnie nie pamiętałam, a im dalej w las, tym gorzej. W mojej pamięci bardzo dobrze zapisał się Will i to jego i jego kłopotów się spodziewałam, nie... dosłownie wszystkiego co jest w tej powieści. 

Philip Pullman Amber Spyglass 2/10 
Nie przeczytałam jej te lata temu, bo nie było jej w osiedlowej bibliotece (chyba w ogóle po polsku jej jeszcze nie było), potem, kiedy po latach wpadła mi w ręce opis z tyłu okładki skutecznie mnie zniechęcił (gimbazjalny ateizm nigdy mnie nie bawił, nawet w czasach, kiedy jarał mnie gimnazjalny satanizm), ale nawet spodziewając się najgorszego nie spodziewałam się aż takiego gniota. To nie tylko jest głupie, ale też literacko poniżej wszelkiej krytyki. FUJ. 

Józef Ignacy Kraszewski Kordecki 7/10
Moje drugie spotkanie z Kraszewskim (pierwsza była "Ulana"). Jak najbardziej na plus. Świetne postacie, choć rysowane grubą kreską i jest ich wiele. Wiele wątków, które ładnie się łączą i przeplatają. Jest to powieść dość, hm, jednostronna i, powiedzmy, dydaktyczna, ale ma to swój urok. Na pewno jeszcze poczytam więcej tego autora. 

David Feintuch The Still 9/10
Feintuch jest miłością mojego życia od mniej więcej piątej strony "Midshipmans Hope" i "The Still" tego zdecydowanie nie zmieniła. Roddy jest tak okropny, nieznośny, wkurzający i godzien wielkiego kopa w dupsko, jak tylko się da. Kocham antypatycznych bohaterów i niewiarygodnych narratorów, co poradzę? 

Anime:
Magical Grils Site 5/10
Le meh. Niby ktoś tam był w to zamieszany, kto się przyczynił do powstania Madoki, a jednak, no, nie. Niezbyt udane szokowanie dla szokowania. Miało parę plusów, ale ogółem można sobie odpuścić. 

Neon Genesis Evangelion 10/10
Stare mechy nie rdzewieją. Wciąż najpiękniejsze roboty w historii. Gendou wciąż hot af, Shinji wciąż w depresji, która może nie jest aż tak... zrozumiała, jak kiedy oglądałam to anime po raz pierwszy, ale, no cóż. Kocham. Remaster Netflixa śliczny, ale tak czy owak pokłony się należą temu, jak niski budżet Gainax wykorzystał do budowania tego doskonałego, powolnego, ciemnego klimatu. Są takie powroty do nastoletnich miłości, które nie rozczarowują, nawet jeśli teraz patrzy się na nie nieco inaczej. 

Slayers 9/10
Znam ich na pamięć. Obrazują dość dobrze moje podejście do high fantasy. Lubiłam, lubię, nie zapowiadają się jakiekolwiek zmiany w tym temacie. 
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia