poniedziałek, 1 czerwca 2026

[Rachunek za] Maj 2026

Był to miesiąc dość nierówny, zakończony mieszanką wybuchową: z jednej strony zachwytem tegorocznym Pulizerem (o czym więcej będzie w rachunku za czerwiec), z drugiej kryzysem zdrowotnym zwieńczonym posiadówką na SOR. W związku z tym ostatnim, zachwyt trochę został przerwany a mnie dopadł kryzys czytelniczy. Mam nadzieję, że z czasem poczuję się na tyle dobrze, żeby w ramach L4 jeszcze coś poczytać. 


Książki

Włóczędzy Hao Jinfang "kurwa ale gówno"/10 

Jeśli jakaś powieść gatunkowa zostaje doceniona przez mainstream, szczególnie taki bardziej nadęty, to opcje są dwie. Może być to powieść na tyle wybitna, że nie da się jej zignorować (a potem marudzić jaka to szkoda, że dotychczas autor miał łatkę pisarza fantastyki), ale nie oszukujmy się, takie przypadki są bardzo rzadkie. Dużo częściej jakimś cudem człowiek, który nigdy nie przeczytał książki fantastycznej czyta jakieś żałosne gówno i doszukuje się w nim wzniosłych treści (których tam nie ma) i potem ja muszę czytać takie ścierwo jak "Włóczędzy" Hao Jingfang. Żeby jeszcze to było słabe sf ale miało w sobie coś ciekawego - formę, treść, przesłanie. Ale nie, wcale tak nie jest. Ta "powieść" ma dosłownie zero zalet. A do tego jeszcze PIW dorzuca tak daremne tłumaczenie, że aż trudno uwierzyć, że jakikolwiek redaktor to przeczytał. Gdyby nie to że była to książka na klub PIWu (a na jaki inny...) to rzuciłabym ja w cholerę po 


od kącików jej ust odchodziły dwie zmarszczki w kształcie księżyca w nowiu. ("Statek") 

co oszczędziłoby mi tych wszystkich scen w blasku księżyca. Na Marsie. I całej reszty bredni, które są szczególnie uderzające, gdy wziąć pod uwagę że autorka skończyła ponoć fizykę... 

Pomijając jednak jak beznadziejne to jest SF, pod innymi względami nie jest lepiej. Jeśli chodzi o styl to daję autorce taryfę ulgową, aczkolwiek ani wersja polska, od której zaczęłam ani marginalnie lepsza angielska, na którą dość szybko się przerzuciłam nie dają zbyt wielu podstaw by wierzyć, że tam się dzieją jakieś językowe akrobacje usprawiedliwiające wydanie tego kupska. Pozostają nam jednak postacie - papierowe, niedojrzałe, mdłe i nudne. Pozostaje "fabuła", którą trudno właściwie określić oraz przede wszystkim pozostaje przesłanie. No więc co nam chce powiedzieć Hao Jingfang? Otóż, że buntować się jest pięknym przywilejem młodości, bo młodzi są szlachetni i głupi, ale kto podniesie rękę na władzę ludową, temu władza ludowa tę rękę utnie. Obrzydliwe propagandowe gówno i nawet nie będę słyszała waszych protestów, tak mocno mam owinięta głowę folią aluminiową - jestem przekonana, że to jest powód dla którego tak słaby tekst jest promowany nie tylko w Chinach, ale i na świecie. 

Ta książka nie ma zalet. Żadnych, bo jeszcze w dodatku jest gruba. 

(przeczytałam 10% po polsku, do 40% po angielsku a resztę przesłuchałam po angielsku w audiobooku x1.7 a i tak żałuję zmarnowanego czasu) 


Blackwater I: Powódź Michael McDowell "potwór z bagien do wzięcia"/10

Na książki z tej serii natknęłam się już kilka lat temu we Włoszech. Zwracają uwagę wydaniem - kieszonkowym, ale na bogato, w bardzo charakterystycznym stylu. Rzecz jest w dodatku nie tylko estetyczna ale jeszcze do tego niesamowicie praktyczna. Czytało się to niezwykle przyjemnie. Co do samej powieści - to dopiero pierwszy tom serii, poznajemy bohaterów i pewien zarys problemu. Zaciekawiło mnie to na tyle, że chętnie sięgnęłabym po kolejne tomy, ale zwyczajnie... Żal mi pieniędzy, nawet uwzględniając ładne wydanie. Ta seria to takie czytadło, które się łyka na plaży w Łebie i zapomina na wsze czasy. To 40 zł, które już wydałam to i tak za dużo. 





Milczenie owiec Thomas Harris 7/10

Z racji przynależności klubowej miałam pretekst do zapoznania się z tym klasykiem. Początek mnie nie zachwycił, Lecter wręcz karykaturalny. Potem Buffalo Bill zlepiony z dobrze mi znanych seryjnych morderców (to nie jest może zarzut sam w sobie, po prostu, no, trochę za bardzo widoczne dla mnie było z czego autor klei tego typa). Ale w drugiej części powieści całkiem sprawnie zbudowane napięcie. Ogółem z jednej strony utwierdziła mnie ta książka w przekonaniu, że thrillery i kryminały nie są dla mnie, z drugiej pokazała, że thriller to jednak coś bardziej pode mnie - jak już muszę - niż kryminał. 

Z ciekawostek, to uderzyło mnie tłumaczenie. Nie jest niby stare - z 1990 roku - a jednak jest takie... archaiczne. Nie jest to język dla mnie obcy - wręcz przeciwnie, to język mojego dzieciństwa i chyba dlatego wywarł na mnie takie wrażenie. Uświadomiłam sobie, że on zniknął, że od dawna już tak wcale nie mówimy. Na swój sposób ta książka pachniała gazetami, które czytali moi dziadkowie. 


Przyszłość prawdy "WERNEEEEEEEEEEER"/10


Kocham Wernera Herzoga i się tego nie wstydzę. "Przyszłość prawdy" to krótki esej dający dobry wgląd w to jak Werner Herzog postrzega prawdę i jak konstruuje ją w swoich filmach. Warto się zapoznać. Z drugiej strony będzie też łyżka dziegciu - kto to kurwa składał. Już sama okładka wieje jakąś bardzo nieudaną próbą elegancji a w środku jest jeszcze gorzej. Jakby ktoś kiedyś widział dobrze zrobioną książkę, ale nie miał pojęcia, dlaczego ona była dobra i spróbował odtworzyć efekt nie znając zasad. Odległości zbyt duże, proporcje nie takie, paginacja bez sensu, Dobry Jeżu Anaszpanie, skład aktywnie przeszkadzał w czytaniu. A tu obawiam się, cała seria będzie takim kupskiem. 




Komiksy 

Requiem. Rycerz wampir. Tom 4: Klasztor Sióstr Krwi. Królowa dusz zmarłych 

Jak pisałam już wcześniej - ta seria zaczyna się lepiej niż się kończy, więc im dalej w las tym większe znaczenie mają przepiękne ilustracje Ledroita, bo fabuła... To od samego początku nie jest żadne arcydzieło, ale po prostu cały ten motyw reinkarnacji i podwójnej tożsamości jest słaby jak barszcz, a w każdym razie słabo zrealizowany. Niemniej oczywiście, że kupię wszystko i wszystko przeczytam. Piękny jest to komiks i durny rozkosznie.    


Pulizer 2026 

Końcówkę miesiąca spędziłam - na ile mi to pozwoliło zdrowie - czytając powieść Angel Down Daniela Krausa, która zdobyła Pulizera. I nie byłoby w tym nic godnego nadmiernej uwagi, gdyby nie to, że "Angel Down" to pierwszy w historii laureat tej nagrody będący tzw. powieścią gatunkową (konkretnie horrorem). Co? Jak? Jakim cudem? 

Już pierwsze otwarcie książki pokazuje pewne... znaki. A właściwie jeden znak: powieść napisana jest jednym zdaniem, zaczętym od środka i każdy akapit zaczyna się od "and". Pozdrawiam polskiego tłumacza i mam nadzieję, że będzie to ktoś w rodzaju Tarczyńskiego. 

Więcej napiszę, kiedy skończę, bo niestety choroba mnie dość mocno wyłączyła z życia, ale napisane jest to pięknie i autorowi udaje się doskonale oddać potworność ale i swoisty absurd sytuacji ekstremalnych. Akcja toczy się w czasie IWŚ a nasi bohaterowie muszą dobić... anioła. 


Plany 

Przede wszystkim - odżyć. Potem dokończyć "Angel Down" i dwie lektury na kluby - "Wygnanie i królestwo" Camusa oraz "Poranek dnia zagłady" C.L. Moore. Na koniec miesiąca - "Region Węża" C.J. Cherryh. Gdzieś pomiędzy powinna znaleźć swoje miejsce "Tajemna historia", ale nie jestem pewna, czy dam radę (zaczęłam, ale nie wciągnęła mnie). 












Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia