środa, 1 lipca 2026

[Rachunek za] Czerwiec 2026

Czerwiec zaczęłam od tygodniowego L4, które niestety spędziłam na zmaganiach z bólem i wizytach w szpitalu a nie leżeniu z książką w dłoni. Nie polecam. Potem na szczęście zrobiło się nieco lepiej, ale wciąż był to miesiąc słaby jeśli chodzi o czytelnicze dokonania. Mam nadzieję, że w lipcu będzie lepiej, ale nie czarujmy się, co innego będzie zaprzątało moje myśli. 


Książki

Wygnanie i królestwo Albert Camus "udało się"/10

Króciutki zbiorek opowiadań. Nie porwał, ale i nie zawiódł. Najbardziej podobało mi się opowiadanie drugie ("Renegat czyli umysł zmącony"), bo było najodważniejsze formalnie. Teksty - poza ostatnim - są dość krótkie, zwięzłe, jasne w przekazie, forma dobrze współgra z treścią, doskonale zbudowany jest klimat. Jedynie ostatnie opowiadanie ("Kamień, który rośnie") jest zbyt długie, nudne, niejasne i psuje odbiór całości. 






Angel Down Daniel Kraus "...and I consider myself lucky"/10

W zeszłym miesiącu mieliśmy przykład typowej książki gatunkowej docenionej przez mainstream - "Włóczęgów" Hao Jinfang, którzy zatruli mi maj. Ale w tym samym maju wydarzyła się rzecz niesłychana - powieść gatunkowa dostała Pulitzera. I - szok - to jest naprawdę dobra książka. Rewelacyjna. Czapki z głów. Czytałam "Angel Down" bardzo długo, z przerwą na chorobę i klubowego Camusa i nie odzwierciedla to tego, jak bardzo mi się ta lektura podobała. Choć faktycznie, jest to jeden z tych tekstów, gdzie co kawałek można książkę odłożyć i zadumać się nad tym, jak wspaniałą rzecz się właśnie przeczytało. 

Nietrudno zauważyć, co niewątpliwie przyciągnęło uwagę jury nagrody - "Angel Down" to jedno zaczęte od środka zdanie, gdzie każdy akapit zaczyna się od "...and". W przeciwieństwie jednak do "Bram raju" Andrzejewskiego, forma jest tu kluczowa dla treści, tego nie można by napisać inaczej i jednocześnie nie sprawia wrażenia wymuszonej, po dwóch akapitach płynie się już przez ten pierwszowojenny chaos razem z Baggerem.

Akcja toczy się w okopach I Wojny Światowej, wśród błota, chaosu, śmierci, chorób, bezrozumnego okrucieństwa i celowej przemocy. W obliczu spotkania z nadprzyrodzonym bohaterowie muszą zrewidować swoje poglądy na świat i siebie samych. O co naprawdę poprosisz, jeśli możesz poprosić o wszystko? Czego tak naprawdę pragniesz? Co się w tych pragnieniach ogranicza? 

To jest przepiękna, obrzydliwa, brutalna, poetycka książka, która w mistrzowski sposób miesza brud ze świętością i ohydę z pięknem, stawia przed swoim pełnym wad bohaterem pytania, odpowiedzi na które pokazują, kim naprawdę jest i które każdy z nas powinien sobie zadać. Kraus opisuje zło, ale tak naprawdę jest to książka o dobru. 

A do tego - nie pamiętam, kiedy ostatnio przeczytałam książkę z tak satysfakcjonującym zakończeniem. W trakcie "Angel Down" dzieje się bardzo wiele, od rzeczy ohydnie przyziemnych po metafizycznie wzniosłe a jednak Krausowi udaje się zawiązać z tego przepiękną kokardę. 


W ogóle jak się chyba lubię z nagrodą Pulitzera. Nie czytałam wielu laureatów, ale chyba wszyscy mi się podobali. Muszę zgłębić temat. 


Poranek dnia zagłady C.L. Moore "nie wiem o co chodzi, ale buja"/10

To sprawnie napisana powieść, do której trudno się przyczepić, ale która nie porywa. Niewątpliwie największym jej plusem jest jej warstwa techniczna - niemal do samego końca utrzymana jest tajemnica, o co tu właściwie chodzi, kto czego dokładnie chce i w czym bohater bierze udział. Rohan to osobnik dość ciekawy, zapijaczony oportunista od czasu do czasu na haju dawnej sławy, wplątany wbrew swej woli w polityczną intrygę próbuje ugrać coś dla siebie, chociaż nie jest pewien zasad i stawek tej zabawy. 

W czym więc problem? Chyba właśnie w tym, że nie ma tej powieści nic konkretnego. Jest bardzo sprawnie napisana ale nic we mnie nie poruszyła. Bardzo możliwe, że w czasach zimnej wojny, dla amerykanów, był to tekst znacznie ważniejszy. Ze mną, w roku 2026, nie rezonował w ogóle. Niemniej czytało się to bardzo przyjemnie i bujało właśnie ze względu na techniczną sprawność autorki. 

Szkoda, że dostaliśmy od C.L. Moore tę powieść a nie opowiadania o Jirel of Joiry, znacznie, znacznie lepsze.  


Plany

Więcej czerwcowych grzechów nie pamiętam, choroba i upały dość mnie sponiewierały. Plan jest więc taki, żeby w lipcu a przed urlopem ogarnąć zaległości. Nie mam wielkich nadziei w tej kwestii, bo przecież zaraz zaczyna się Tour de France, ale liczę na to, że chociaż niektóre kwestie będę mogła ogarniać słuchając transmisji. 
Przed wyjazdem chciałabym koniecznie skończyć i oddać książki z biblioteki - "Turn of the Screw" Henry'ego Jamesa oraz "Italczyka, czyli konfesjonał czarnych spowiedników" - oba te teksty jak na razie bardzo mi się podobają. Poza tym stoję przed trudnym wyborem lektury na urlop. Wprawdzie czytniki ebooków mocno ułatwiają sprawę, ale i tak coś wymyślić trzeba. Może będzie to "Wojna makowa", może coś z klasyków a może w ogóle wpadnę na jakiś inny pomysł. Czas pokaże.  










Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia