niedziela, 1 lutego 2026

[Rachunek za] Styczeń 2026

Początek roku był dość obiecujący. Po pierwsze przeczytałam książkę, którą dostałam na święta, więc niejako prosto z księgarni, a już przeczytana. To mi się nie zdarza. 

Po drugie dołączyłam w grudniu do nowego klubu czytelniczego i w styczniu miałam czas w kalendarzu na zabranie się za wspólną lekturę. To książka na cały kwartał, a więc cegła - padło na "Annę Kareninę" Tołstoja - więc jest trochę czytania i nie wyrobiłam się w styczniu, natomiast jestem grubo za połową i wiele mnie w tej książce zaskoczyło. Więcej na ten temat będzie w rachunku za luty. 


Książki

Dług "kto by czytał tę umowę kredytową"/10

Książka jest nieźle skonstruowana i autorka stara się zwięźle przedstawić wieloaspektowy problem zadłużenia. Mamy tu różne przypadki - od ludzi, którzy biorą chwilówki, żeby przepierdolić na głupoty po takich, których choroba dziecka wpędza w długi, po drodze poznajemy osoby oszukane przez bliskich oraz dzieci dziedziczące milionowe długi z winy systemu. Są tu osoby, w przypadku których zadłużenie to wina niewydajnego prawa, ale większość to, nie oszukujmy się, osoby skrajnie niezaradne życiowo, jak pani, której nie przyszło do głowy, że umowę kredytową należy przeczytać. Prawdę mówiąc na tle wielu tych historii opowieść dziewczyny, której życie w wielkim mieście zawróciło w głowie i brała chwilówki, żeby stawiać znajomym obiady w restauracji brzmi jak naprawdę sensowna droga życiowa. 

"Dług" nie do końca spełnił moje oczekiwania - chciałam jakiegoś mocniejszego rage-baitu oraz czegoś bliżej bohaterów. Szczególnie to drugie jednak wynika myślę z jednej strony z delikatności tematu (bohaterowie wpuścili autorkę głęboko w swoje życie) oraz z faktu, że "Dług" to debiut. Czego faktycznie mi zabrakło, to większej analizy tego, jak dokładnie się w te długi popada. Przedstawione to jest dość pobieżnie, tu kredyt, tam kredyt, raz dwa, CO TERAS. Chciałabym poczytać więcej o samej matematyce odsetek, opłat dodatkowych i całej reszty tego zamieszania. Niemniej to jest dobra książka, przekrojowa, solidna. Polecam i będę z ciekawością obserwowała dalsze poczynania autorki. 


Pierwsze słowo "Nie wiem, ale się wypowiem"/10

Tak jak zaczęło się dobrze, tak potem spadliśmy w otchłań niekompetencji. 

Cześć językoznawcza karygodna, do stopnia, w którym redakcja zaczęła dawać przypisy bo tak chłop bredzi. W przypisach odniesienia do jego własnych książek. Autorowi nie po drodze nie tylko z wiedzą ale także z logiką, wielokrotnie wyciągane są tu wnioski z dupy. Cześć archeologiczna nieco mniej mnie triggerowała, ale podejrzewam, że głównie dlatego, że trudniej było z miejsca weryfikować (tu też pojawiły się przypisy redakcji prostujące interpretacje autora). Autor pisze z dużą pewnością siebie, chociaż nie ma pojęcia o czym. 

Całe "Pierwsze słowo" jest napisane w poetyce tekstu prasowego, uproszczone, pełne wniosków z dupy i błędnych interpretacji. Autor nie rozumie terminów, których używa a czasem w ogóle pisze mądrości w rodzaju "neandertalczyk nie pozostawił żadnego śladu w DNA człowieka". Typie, co? W dodatku, książka pierwotnie powstała w latach 90 i do nowego wydania nie chciało się nikomu nawet raz jej przeczytać i poprawić wszystkich "niedawnych badań" na określenie badań z lat 80. (brak też oczywiście odwołań do badań nowszych). Powoływanie się na źródła sprzed 50 czy nawet 100 lat to nic złego, one nie musiały się zdezaktualizować, ale wypadałoby mieć jakiś elementarny szacunek do czytelnika. Z drugiej strony wtedy ten gniot w ogóle by nie powstał. 

Nie rozumiem jakim cudem książka tak słaba znalazła się w serii Ceramowskiej, nawet biorąc poprawkę na to, jak spadła moja opinia o PIWie, od kiedy czytam po 10 ich książek rocznie. Ta książka w ogóle nie powinna się ukazać, kropka.  

Spotkania o tej książce jeszcze nie było, bo trochę pokonała nas inwentaryzacja w księgarni, która organizuje klub, będzie w lutym. 


Seriale: 

Z Archiwum X

Wróciłam do układania puzzli i wróciłam do oglądania "Z Archiwum X". Po raz kolejny uderza mnie, jak bardzo zmieniła się telewizja od lat 90. Na ten serial generalnie trzeba patrzeć (dlatego to zły wybór do puzzli, ale albo tak, albo wcale, chociaż może postaram się urządzić sobie kącik filmowy przed rowerem spinningowym) - bardzo wiele dzieje się bez dialogów i bez bardzo wyraźnych dźwięków, ot kroki, niepokojąca muzyka. I ponownie - miło jest patrzeć na znanych sobie z innych miejsc aktorów w różnych rolach, czasem zupełnie epizodycznych. 


Filmy

Avatar III "Quaritch did nothing wrong"/10

Miałam nie iść, bo nie było miejsc na pokazach w grudniu, potem były tylko bardzo późno (a nie wrócę z tego kina do domu w nocy zimą), ale jednak mnie namówili. No i co mogę powiedzieć? 

Wnioski są takie: 

- jak ja kurwa kocham IMAXa

- bawi mnie niesamowicie, że ten film opiera się na tym, że ma mnie obchodzić los postaci, których imion nie znam, które nie bardzo od siebie rozróżniam i których los jest mi kompletnie obojętny xD

- pani szamanka ognia mi się podobała i Quarrich w nowym malowaniu również (wciąż najciekawsza postać)

- ile trwają te naavskie ciąże xD

- ogółem to już na etapie części drugiej było jak fanfik do czyjegos niezłego anime pełen własnych postaci autora które są nudne jak flaki z olejem i nic nie wnoszą

- w mojej głowie Quarrich i Jake wychowują wspólnie syna chociaż są po rozwodzie i cały czas się kłócą (Quarrich ma rację)

- ogółem motyw szlachetnego dzikusa i to eko pieprzenie mnie irytują i ta seria bardzo obnaża jakie to jest słabe. Bo ci na'vi niczego sobą nie reprezentują. W pierwszym filmie jakoś to działało, bo tam jednak ciężar niesli na sobie ludzie, o na'vi mało wiedzieliśmy i git, jakoś się to toczyło. Ale jesteśmy 2 filmy dalej i oni nadal wrzeszczą bez powodu, przytulają się do drzewa i taka to jest ta ich cała kultura. Naprawdę nie można było im napisać czegokolwiek ciekawego w ramach zwyczajów, legend etc.?

- dialogi wielorybów wybitne, naprawdę napisy byly niezbędne

W ogóle to jak Spider nauczył się oddychać było tak głupio zrobione, że wciąż nie wierzę. Kumam, że to było potrzebne, żebyśmy mieli dalej o co się bić, ale naprawdę dało się to zrobić sensowniej. 

Co do mojej oceny, patrz punkt pierwszy, na kolejnego też pójdę xD


Bonus: 6 minut cierpienia z Krzysiem Nolanem

Przed Avatarem w ramach kary za bezmyślne wydanie 50zł na bilet do kina puszczają 6 minut prologu do "Odysei" Nolana. Jezu, jakie to było złe. Gorsze niż wam się wydaje, że będzie. A już sam finał, kiedy za progiem pojawia się ten Batman w plastikowej zbroi to jest ten moment, kiedy zażenowanie was zabija i słodkie objęcia śmierci dają nadzieję, że zapomnicie, czego doświadczyliście. 


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia