piątek, 14 sierpnia 2026

Rok pod Palmą

W tym lipcu minął rok, odkąd postanowiłam wydać zbyt dużo pieniędzy na zbyt mały czytnik, myślę więc że wypada jakoś podsumować sytuację.

Przez te dwanaście miesięcy Palma zwiedziła ze mną Andorę oraz różne kolejki, sklepy, przejazdy autobusem i pociągami, czytałam na niej czekając aż podgrzeje się obiad albo zwolni toaleta w pracy. Piszę to jadąc autobusem i też mam ją w kieszeni. Po roku mogę spokojnie powiedzieć, że ten czytnik ujarzmiłam a nawet się z nim zaprzyjaźniłam chociaż początki były dość trudne. Więcej o tym napisałam w mojej długaśnej recenzji, ale sytuacja nieco się od tamtej pory zmieniła.


Ustawienia ekranu 

Tu z pomocą przyszedł mi głównie internet, więc i ja z internetu pokazuję ewentualnym użytkownikom, jak się sprawy mają. Przede wszystkim nie bać się suwaczków. Wzmocnienie kolorów ustawcie tak na, powiedzmy, 70. Dzięki temu tekst będzie naprawdę czarny i wyraźny. 


ReadEra

Początkowo nie mogłam sobie poradzić z poprawnym ustawieniem tej aplikacji, ostatecznie okazało się że mimo przestawiania odświeżania na "regal" czytnik tego z jakiegoś powodu nie rejestrował, ale po przeklikaniu się przez różne tryby w końcu zadziałało. Od tamtej pory ReadEra to jedyna aplikacja do czytania z jakiej korzystam (w wersji premium ale uważam że warto te 60zl zapłacić). Dlaczego? Intuicyjny interfejs to duży plus, łatwo jest znalezć odpowiednie opcje i ustawić wszystko jak się chce. Szybkość działania i poprawne wyświetlanie ebooków to dwa. A trzy - i to mnie przekonało do walki o to, żeby jednak ReadErę na Palmie skonfigurować - przypisy. Nie znam innej aplikacji, która wyświetlałaby przypisy jak przypisy dolne - spójrzcie na to cudo. Dla kogoś, kto czyta głównie beletrystykę to nie jest aż taki szał, ale spróbujcie poczytać w ebooku książkę naukową... Nawet jeśli przypisy są ładnie sformatowane i wyświetlają się w okienkach to wciąż mnóstwo klikania. A tu cyk, nie trzeba nic robić. 
Jedyny minusem tej aplikacji jest wyłącznie ciemny motyw w bibliotece/menu, przez co mało co na einku widać (dałoby się to wyregulować ale wtedy ucierpiałby wygląd tekstu). 

elegancko wyświetlony przypis

Niagara launcher

Z Onyxowego launchera zrezygnowałam zanim jeszcze urządzenie do mnie przyszło. Na telefonach używam od dawna Nova Launchera i jest mi bardzo trudno zrobić cokolwiek na innym. W początkach Bitwy o Palmę próbowałam polecanej Niagary ale to było zbyt wiele nowego na raz. Podczas pierwszego ustawiania czytnika, instalowania różnych aplikacji, czcionek, wybierania folderów do tego i owego - z launchera korzystałam dużo i szybko, w związku z czym intuicyjna obsługa była dla mnie najważniejsza i chociaż trochę minimalizowała frustrację. Po roku jednak, zmianie używanej aplikacji do czytania (neoreader ma statystyki i widgety), ogólnej pacyfikacji czytnika oraz w obliczu szybkiego upadku Nova Launchera (reklamy, serio, i to z dźwiękiem plus chyba już osiem różnych trackerów) uznałam, że pora na zmiany. 
Przede wszystkim, mimo początkowego zamieszania, Palmę da się doprowadzić że stanu "telefon" do stanu "czytnik", tj. kiedy już wszystko ustawiłam tak jak chce, bardzo rzadko w ogóle opuszczam ReadErę. W związku z tym minimalistyczny launcher w rodzaju Niagary czy inkOS zaczyna być zupełnie praktycznym rozwiązaniem. Przetestowałam oba. Prawdopodobnie, gdybym nie zaczęła od Niagary, nie porzuciłabym testowanego chwilę później inkOSa, bo to solidny launcher, daje sporo możliwości jeśli chodzi o zmianę wyglądu i położenia elementów na ekranie głównym. Niagara jest po prostu... Estetyczniejsza. A zmiana launchera w tym momencie - poza problemami z Novą - była dla mnie głównie decyzją estetyczną. Na Novie i tak na ekranie głównym nie miałam nic poza tapetą. 
Teraz wygląda to tak:


Odpowiada mi ten minimalizm, a kiedy nie muszę już właściwie robić poza kliknięciem w ReadEra to wystarcza zupełnie. 

Bateria

Niech o tej kwestii przemówi fakt, że fragment ten dopisuję na końcu, bo wcześniej nawet nie pomyślałam o baterii. Powszechnie wiadomym jest, że czytniki z androidem nie mogą pochwalić się takimi osiągami jeśli chodzi o długość pracy na jednym ładowaniu jak ich nie-androidowe odpowiedniki. Ale jak to właściwie jest? Otóż, odpowiedź stara jak świat: to zależy. Jeśli będziemy używać Palmy jak smartfona (internet, bluetooth, audiobooki, komunikatory itp.), to bateria będzie trzymała jak w smartfonie, no, może troszkę lepiej. Ale pewnie mówimy o dwóch dniach. Jeśli jednak potraktujemy ją jak czytnik, tj. wyłączymy bluetooth, wifi, nie będziemy słuchać audiobooków, nic nie będzie działało w tle, wyłączymy podświetlenie lub będzie ono minimalne, to... to ja nawet nie myślę o ładowaniu. Ponieważ nie mierzę czasu czytania każdego dnia trudno jest mi podać konkretne dane, ale w czasie wyjazdu - osiemnaście dni - ładowałam czytnik raz, kiedy bateria zeszła poniżej 50%. Także myślę, że dwa tygodnie to jest minimum, a spokojnie bateria wytrzyma 3-4 tygodnie (zakładając, powiedzmy, godzinę czytania dziennie). Ponieważ jedno czytają więcej, inni mniej, to myślę, że dobrym sposobem myślenia o baterii Palmy będzie po prostu to, że trzyma ona mniej więcej tak jak w czytniku a nie tak jak w telefonie. Także bez paniki, można zabierać na camping albo w góry a w samolocie czy pociągu czytać bez obaw, że nie starczy. 

Rok pod Palmą

Onyx Boox Palma 2 spełnił moje oczekiwania. Jedyny minus tego czytnika, który wciąż jest obecny i raczej nie zniknie to waga, ale wynika ona z dość pancernego etui (marka Tudia), sam czytnik ciężki nie jest. Rozmiar za to - absolutna rewelacja. Właściwie każda recenzja palmy zachwyca się tym, jak poręczne jest tu urządzenie, jak łatwo nie tylko je gdzieś że sobą zabrać ale też przede wszystkim wyciągnąć z kieszeni i poczytać parę akapitów. Oczywiście istnieją urządzenia jeszcze mniejsze (xteink) i bardzo możliwe że gdyby xtinki miały lepszą prasę (przede wszystkim ominęło mnie jakoś istnienie fanowskiego oprogramowania) zanim kupiłam Plamę, zdecydowałabym się na któryś z nich. Natomiast palmy nie żałuję. 
Pewną obawę budzi (i we mnie też budziła) wygoda czytania na tak małym i wąskim ekranie. Ale tak naprawdę, przecież dużo czytamy na telefonach, prawda? Oczywiście to może być problem dla osób, które źle widzą (ja mam minusy i lekki astygmatyzm), które po prostu lubią większe litery itd. Ja akurat lubię maciupkie napisy, więc jestem zadowolona. 
Aktualnie używam takich ustawień, chociaż od czasu do czasu zmieniam w zależności od tego, co mi w duszy gra:


Po roku stwierdzam więc, że jestem zadowolona z zakupu, czytnik sprawdził się zarówno na górskim szlaku jak i samolocie, autobusie miejskim czy w drodze do sklepu - skoro gapię się w ekran telefonu, to równie dobrze mogę gapić się w ekran czytnika. Tego ostatniego oczywiście nie polecam, bo to że czytacie Dostojewskiego zamiast patrzeć na memy nie zmienia faktu, że jesteście cyfrowym zombie.  

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia